4 października: w Krakowie rozmawialiśmy o bilansie obecności Polski w UE

GOSPODARKA
W 2014 r. minie 10 lat, od kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Obecność w UE to zdecydowane korzyści, ale też i koszty, które musi ponosić nasz kraj. Raport MSZ z 2013 r. przedstawiający bilans polskiej obecności w UE wskazuje, że dzięki członkostwu PKB Polski w latach 2007–2012 wzrósł o 18,2% – to zdecydowanie najlepszy wynik w UE. Otwarcie rynku pracy spowodowało, że poza Polską przebywało w 2011 r. ok. 2,1 mln osób.

Najbardziej widocznym efektem członkostwa Polski w Unii Europejskiej są inwestycje finansowane z unijnych funduszy. Tylko w latach 2007–2013 pieniądze z Brukseli zostały przeznaczone na budowę 1325 km autostrad i dróg ekspresowych oraz modernizację 1593 km linii kolejowych. Unijną dotację na rozwój firmy lub zakup nowoczesnych maszyn dostało blisko 25 tys. firm. Wybudowano 385 oczyszczalni ścieków i położono 36 tys. km światłowodów potrzebnych do wprowadzenia szerokopasmowego internetu. W Małopolsce do największych inwestycji finansowanych ze środków UE należą budowa autostrady A4 Szarów–Tarnów i spalarni odpadów w Krakowie oraz zakup taboru dla PKP Intercity.

Debata „10 lat polskiej obecności w UE – korzyści i koszty. Dla kogo unijne pieniądze? O korzystaniu z dotacji unijnych przez małopolskich przedsiębiorców i samorządy” odbyła się 4 października 2013 r. w Sali Obrad Sejmiku Województwa Małopolskiego.

W dyskusji udział wzięli:

Poseł na Sejm RP Józef Lassota

– po Sierpniu 1980 r. był współzałożycielem krakowskiej, a następnie małopolskiej Solidarności. W latach 1992–1998 prezydent Krakowa, w 1997 r. został wybrany na posła III kadencji, od 2011 r. ponownie w parlamencie. Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej.

Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa

– od 1999 r. pracował w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego. W wyborach w 2006 r. uzyskał mandat radnego Sejmiku Małopolskiego, a 2010 r. reelekcję do Sejmiku.Ukończył studia na AGH w Krakowie.

Radna Miasta Krakowa Małgorzata Jantos

– wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa, przedsiębiorca. Założyła jedną z pierwszych prywatnych szkół w Polsce. Za inicjatywę i umiejętności w przedsięwzięciach gospodarczych otrzymała w 1994 r. Krakowskiego Dukata. Studiowała na Uniwersytecie Śląskim i Uniwersytecie Jagiellońskim.

Radny Miasta Krakowa Sławomir Ptaszkiewicz

– przez kilka lat pracował dla międzynarodowych korporacji. W 1998 r. zaczął tworzyć własną firmę Terra Casa, która budowała hipermarkety, m.in. Galerię Sandomierz czy osiedle Parkowe Wzgórze w Mogilanach.

Przedstawiciel Biura Funduszy Europejskich Urzędu Miasta Krakowa Grzegorz Grzybczyk

– kierownik Referatu Projektów Nieinwestycyjnych Urzędu Miasta Krakowa. Zajmuje się pozyskiwaniem informacji o źródłach finansowania z programów i funduszy UE.

Na spotkanie przybyli uczniowie VIII i XI Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, a także radni dzielnic Krakowa. Gospodarzem debaty był Marszałek Województwa Małopolskiego.

Marek Sowa:

Trzeba wyróżnić trzy fazy naszej obecności w Unii Europejskiej. W latach 2004–2006, kiedy weszliśmy do Unii, ćwiczyliśmy sprawność administracji i wydawania otrzymanych środków. Druga faza to ta, w której obecnie się znajdujemy. Wielu nam zarzuca, że nie ma nadzwyczajnego postępu, że za mało tworzy się projektów innowacyjnych. A prawda jest taka, że ciągle nadrabiamy zapaść cywilizacyjną w sferze infrastrukturalnej. Dopiero trzecia faza będzie zupełnie inna – z wydatkowaniem pieniędzy na bardziej innowacyjne cele. Kluczowe będą dwa elementy: wzrost PKB i polityka prozatrudnieniowa.

Józef Lassota:

W latach 90. czuliśmy ogromny entuzjazm i mieliśmy wiarę w to, że możemy Polskę zmienić bardzo szybko. Niestety nie było możliwości finansowych, a wielokrotnie brakowało też odpowiednich umiejętności. Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj mamy znacznie większe możliwości finansowe, technologiczne, inna jest również świadomość Polaków w wielu kwestiach.

Od lat 90. Polska diametralnie się zmieniła. 20 lat temu budżet Krakowa stanowił nie więcej niż 1/3 obecnego budżetu, a potrzeby były przecież znacznie większe. Wtedy wszystko wymagało modernizacji, począwszy od tych strasznych dróg, a skończywszy na dziurawych wodociągach, braku kanalizacji itd.

Maciej Zdziarski:

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Z wielu miejsc płynie krytyka wydatkowania europejskich pieniędzy. Przedsiębiorcy skarżą się, że polityka dotacji w takim samym stopniu wspiera rozwój, jak i zatrzymuje mechanizmy konkurencyjne. Może jednak potrzebne jest bardziej krytyczne spojrzenie na to, jak wykorzystaliśmy ostatnią dekadę?

Małgorzata Jantos:

Kiedy pojawiły się dotacje z Unii Europejskiej, wszyscy się zachwycali, jakie to wspaniałe perspektywy, jacy będziemy bogaci itd. Niestety fundusze europejskie w pewnej mierze stłumiły naturalne instynkty wolnorynkowe. Po okresie socjalistycznym wywalczyliśmy sobie rzeczywistość, w której przedsiębiorczy człowiek może realizować koncepcje i pomysły. W tym sensie pieniądze europejskie wyhamowały wolny rynek. Instynkt pracodawców został zastąpiony decyzjami urzędników, którzy stali się decydentami w rozdzielaniu unijnych środków. Urzędnik mówi tak: „Temu panu damy dotację, temu też, a temu nie, bo mu zabrakło dwóch punktów we wniosku”.

Sławomir Ptaszkiewicz:

Jeżeli mówimy o aspekcie finansowym naszego członkostwa w Unii, otrzymaliśmy przede wszystkim właściwe narzędzia, a odpowiedzialność za to, jak je wykorzystamy, spoczywa na nas. Zgadzam się z Małgorzatą Jantos – istnieje ryzyko, że dotacje zabiją kreatywność. Jeśli jednak potraktujemy dotacje jako jedno z narzędzi do dyspozycji, to nie ma nic złego w korzystaniu z dofinansowania. Jeżeli młodzi przedsiębiorcy będą się kierować wyłącznie tym, że trzeba wypełnić odpowiednie punkty we wniosku, a dotacja stanie się celem samym w sobie, to będzie to początek końca ich biznesu.

Maciej Zdziarski:

Słyszy się również sporo krytycznych głosów na temat wydawania środków z programu „Kapitał ludzki”. Pewien samorządowiec powiedział mi kiedyś – pół żartem, pół serio – że gdyby zrzucać te pieniądze z najwyższego budynku w mieście, to ich alokacja mogłaby okazać się lepsza niż obecnie.

Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa (pierwszy z prawej)

Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa (pierwszy z prawej)

Marek Sowa:

To śmiała teza, ale myślę, że gdy mówimy o bilansie dotychczasowej obecności Polski w Unii, kluczowa jest odpowiedź na pytanie, w jakim miejscu byłaby Polska, gdybyśmy te dziewięć lat temu członkami Unii Europejskiej nie zostali. W tym celu proponuję wyjazd na Ukrainę. Jestem pewien, że bylibyśmy gdzieś między Polską a dzisiejszą Ukrainą. Nie wiem, czy bliżej Polski, czy bliżej Ukrainy, ale na pewno gdzieś pomiędzy.

Maciej Zdziarski:

A jednak młodzi Polacy masowo wyjeżdżają z kraju w poszukiwaniu pracy poza ojczyzną.

Marek Sowa:

Ja nie mam nic przeciwko temu, że młodzi Polacy wyjeżdżają za granicę. W 1990 r. wyjechałem do Finlandii i pracowałem tam 19 miesięcy. Gwarantuję Państwu, że gdybym nie wyjechał, to dzisiaj byłbym młodym emerytem górniczym, bo wyjechałem, pracując w kopalni. Pobyt za granicą zmienił moje spojrzenie na świat. To, co tam zobaczyłem, spowodowało, że pierwsze, co zrobiłem po powrocie, to było otwarcie własnej firmy w Polsce.

Wyjazd za granicę sprawia, że człowiek przechodzi szkołę życia, która każdemu jest potrzebna. Nadchodzi taki moment, kiedy człowiek sam musi sprawdzić się w dorosłym życiu, wypłynąć na szeroką wodę. Emigracja młodych ludzi za granicę to nie jest więc samo zło, to również wymierne korzyści dla naszego kraju. Młodzi ludzie za granicą oszczędzają i wysyłają do kraju pieniądze, które tam zarobią.

Józef Lassota:

Zgadzam się. Sam pracowałem kilka lat we Francji. Ale, co ważne, oprócz transferu pieniądza emigracja zarobkowa to również transfer technologii, i to we wszystkich dziedzinach. Młodzi ludzie, którzy wracają do Polski po pobycie na Zachodzie, to zupełnie inne osoby. Oni tam zdobywają nie tylko pieniądze, lecz także wiedzę, którą później mogą wykorzystać w pracy czy własnej działalności w Polsce.

Maciej Zdziarski:

Jeśli przebrną przez bariery, jakie stoją w Polsce na drodze każdego przedsiębiorcy…

Józef Lassota:

Rzeczywiście problemem jest biurokracja. Jeżeli – jak zauważyła Małgorzata Jantos – komuś brakuje dwóch punktów, bo przecinek postawił nie tam, gdzie trzeba, i przez to przegrywa, to jest dla mnie paranoja. Władza urzędników w tym zakresie jest po prostu wyolbrzymiona.

Małgorzata Jantos:

Kiedyś miałam taki pomysł, żeby każdy urzędnik prowadził przez pół ro­ku kiosk Ruchu. Wtedy mógłby zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie mikro­przedsiębiorcy.

Grzegorz Grzybczyk:

To faktycznie duży problem, że proces aplikowania o fundusze unijne jest bardzo sformalizowany. I sam to przyznaję, a jestem zdeklarowanym euroentuzjastą – uważam, że to, iż przydarzyła się nam Unia Europejska, to wielkie błogosławieństwo dla Polski. Mimo to widzę pewne wady i jedną z nich jest właśnie nadmierna biurokracja. Według mnie idealną sytuacją byłoby, gdyby przedsiębiorca mógł złożyć wniosek i pozyskać dofinansowanie jedynie w oparciu o swoją wiedzę. On zna przecież branżę, w której działa, lepiej niż jakikolwiek urzędnik. Jest producentem albo świadczy usługi, a więc jego wiedza i doświadczenie powinny być wystarczające, żeby mógł wypełnić prawidłowo wniosek aplikacyjny o dotację.

Ponad 259 tys. wniosków o dofinansowanie z UE w latach 2007–2013

W kwietniu 2013 r. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podało informację o postępach w realizacji Narodowej Strategii Spójności na lata 2007–2013. Okazuje się, że od 2007 r., czyli od początku uruchomienia programów operacyjnych współfinansowanych ze środków UE, złożono w sumie 259,5 tys. wniosków poprawnych pod względem formalnym. Ogółem wnioski opiewały na całkowitą kwotę dofinansowania w wysokości 542,6 mld zł (suma środków unijnych i krajowych). Według danych z kwietnia 2013 r. podpisano z beneficjentami 83 363 umowy o dofinansowanie na kwotę 350,5 mld zł wydatków kwalifikowalnych. Wartość wydatków beneficjentów wyniosła 204,5 mld zł, a dofinansowanie UE – 145,4 mld zł. „Dofinansowanie unijne wymaga naszego własnego wkładu – innowacyjności, pomysłowości, ale także wkładu finansowego” – zauważa prof. Zdzisław Mach. „Nasza zdolność korzystania z pieniędzy unijnych jest w dużej mierze uzależniona od tego, czy potrafimy wygenerować własne środki. Trzeba pamiętać, że mamy w budżecie państwa gigantyczne obciążenia wynikające z nie najlepszej polityki finansowej i polityki społecznej. Te finanse publiczne są w dużej mierze wydawane nie najlepiej. Musimy mieć pieniądze na poziomie regionów, tych wspólnot, które są beneficjentami środków europejskich” – dodaje europeista.

Marek Sowa:

Ale jak idziemy do banku, to też pieniędzy nie dają za sam dobry pomysł! Mówimy tu przecież o niemałych funduszach. A dotacja to najtańszy pieniądz na rynku, w związku z tym trzeba opierać się na jakiejś prognozie przychodów, ich weryfikacji. To wszystko musi bronić się w wyliczeniach przedstawionych w dokumencie aplikacyjnym.

Musimy też pamiętać, że z upływem czasu te wymogi zostały diametralnie zmniejszone. Nie trzeba już stosu zaświadczeń, wszystko odbywa się w trybie znacznie bardziej uproszczonym niż na początku. Natomiast nigdy nie pozbędziemy się nadużyć, dlatego proces uzyskania dotacji musi być w jakiś sposób weryfikowany.

Radna Miasta Krakowa Małgorzata Jantos

Radna Miasta Krakowa Małgorzata Jantos

Małgorzata Jantos:

Szanowni Państwo, będę powtarzała to, co powiedziałam wcześniej. Nie­bywałą wartością po odzyskaniu wolności było dla nas to, że mogliśmy wreszcie samodzielnie podejmować decyzje. Dzięki wolności nastąpiła niebywała eksplozja aktywności Polaków. Polacy są aktywni, Polacy potrafią sobie radzić nawet w najgorszych warunkach. Po czasach socjalistycznych mogliśmy wreszcie budować wolny rynek – jeśli człowiek ma pomysł, to dzieli się nim z innymi, zachęca i rozwija, dla dobra własnego i innych. Dotacje sprawiły natomiast, że między pomysłem człowieka, który otworzył firmę, zorganizował fabrykę i chce dzielić się efektami swojej pracy z innymi, a jego klientem stanął urzędnik, który mówi: „Temu dam, a temu nie dam”.

Rezultat takiego działania widzimy w krajach borykających się obecnie z kryzysem. Pieniądze, które popłynęły do Grecji czy Portugalii, zostały przejedzone, ponieważ tak to zostało zaplanowane. Mówi się przecież coraz głośniej, że Grecja bankrutuje, ponieważ urzędnicy źle zainwestowali europejskie pieniądze. Nie inaczej jest zresztą w innych krajach.

Sławomir Ptaszkiewicz:

Nie do końca się z tym zgadzam. Czy możemy powiedzieć, że bezsensowne są samochody, skoro musimy budować drogi, zatruwają nam powietrze, są wypadki itd.? To samo jest z Unią Europejską. Punktem wyjścia jest odpowiedzialność za pieniądze, które otrzymamy, bez względu na to, czego dotyczą.

Miałem kiedyś takie doświadczenie, które dobrze ilustruje brak odpowiedzialności za to, co nie nasze. Byłem przedstawicielem, dostałem samochód służbowy, pojechałem w delegację. I człowiek, z którym prowadziłem interesy, pyta mnie: „Samochód służbowy?”. Ja mówię: „Tak”. To mi wtedy poradził, żebym korzystał, gnał, jeździł po bezdrożach. W jego rozumieniu, skoro samochód nie mój, tylko służbowy, to trzeba to wykorzystać i użytkować do woli.

Maciej Zdziarski:

O europejskich pieniądzach też tak myślimy?

Sławomir Ptaszkiewicz:

Często niestety tak. Myślę, że Hiszpania jest tego dobrym przykładem. Tam buduje się infrastrukturę ponad skalę potrzeb, bez odniesienia do tego, czy faktycznie państwo będzie stać na jej utrzymanie. W Polsce też jest wiele obszarów, które za chwilę mogą okazać się zbyt kosztowne do utrzymania.

Muszę jednak powiedzieć, że po 20 latach działalności w biznesie i ostatnich 4 latach w sferze publicznej jestem bardzo podbudowany postawą wielu urzędników. Oni naprawdę obecnie wykazują się etosem pracy i rzetelnością. W czym więc tkwi problem? Moim zdaniem w systemie. Rozliczamy urzędników z tego, jak wydają pieniądze. Jeżeli robimy budżet, to sprawdzamy, czy wydali wszystkie środki. Jeżeli nie wydadzą, to znaczy, że coś źle zrobili. Dlatego potem jest tak wiele sytuacji, że wydaje się pieniądze tylko po to, by pokazać, że 99% budżetu zostało wykorzystane.

Marek Sowa:

Nie wiem, czego dotyczą podane przez Pana przykłady, ale województwo małopolskie ma budżet zadaniowy, którego nie rozliczamy po wydaniu kwoty. Tak rozlicza RIO i to jest faktycznie zła zasada. Jako marszałek rozliczam budżet, biorąc pod uwagę zrealizowane zadania, a nie wydane środki. Jeśli zweryfikujemy na rynku, że usługa ma taką a taką wartość, to przecież nie będę wydawał pozostałych 30% budżetu, skoro wystarczy tylko 70%. Przesuwam pieniądze gdzie indziej.

Wydaje mi się, że przez ostatnie 20 lat dokonała się bardzo duża profesjonalizacja w urzędach. To jest duży dorobek i duża zmiana. Swoim pracownikom też mówię uczciwie: lepszej pracy niż w urzędzie nigdzie nie znajdziecie. To zajęcie stabilne i dobrze płatne. Ważne jest więc, żebyśmy za tę dobrą płacę wymagali wymiernych efektów.

Józef Lassota:

To prawda, urzędnik to człowiek, który przede wszystkim powinien być osobą odpowiedzialną. Pod tym względem mentalność urzędnicza przed ćwierćwieczem była zupełnie inna niż dzisiaj. Kiedyś też miałem wyobrażenia, że urzędnik to pije kawę, a tymczasem on wykonuje bardzo odpowiedzialną pracę i niezależnie od tego, czym się zajmuje, musi wykazywać się rzetelnością.

Małgorzata Jantos:

Zgadza się. Zobaczcie Państwo, że w pewnym momencie zaczęliśmy mówić jednym głosem: że będziemy oczekiwali rozsądnego wydawania pieniędzy, bo to jest sprawa priorytetowa. Dobrze, że one spływają, ale trzeba przede wszystkim zachować rozsądek i chronić wolny rynek, bo to niebywale ważna instytucja.

MSZ: Polska skorzystała najwięcej na polityce spójności

Jak podało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, według danych z 31 marca 2013 r. poziom absorpcji środków unijnych w Polsce wynosi 85,3%. Oznacza to, że Polska jest największym beneficjentem środków w ramach polityki spójności. W latach 2004–2006 Polska otrzymała w ramach polityki spójności 14,2 mld euro. Największy odsetek tej sumy został przeznaczony na modernizację infrastruktury transportowej. W sumie w ciągu 3 lat zbudowano, zmodernizowano lub przebudowano 314 km autostrad, 465 km dróg ekspresowych oraz 635 km linii kolejowych. Na lata 2007–2013 otrzymaliśmy do naszej dyspozycji 67,3 mld euro. Z tej puli sektor transportu otrzyma kwotę 23,26 mld euro. Do końca 2015 r. ma powstać 433 km odcinków autostrad i 900 km dróg ekspresowych. MSZ podkreśla, że spośród nowych państw członkowskich Polska pozostaje największym beneficjentem środków na dopłaty bezpośrednie, a spośród wszystkich państw członkowskich – największym beneficjentem środków na programy rozwoju obszarów wiejskich. Unijne środki są przeznaczane nie tylko na transport i rolnictwo. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w każdej polskiej gminie dzięki współfinansowaniu z UE zrealizowano choć jedną inwestycję.

Do największych małopolskich inwestycji sfinansowanych ze środków unijnych należą przede wszystkim:
• linia kolejowa Kraków–Rzeszów (dotacja: 2,18 mld zł),
• autostrada A4 Szarów–Tarnów (887 mln zł),
• zakup pociągów dla PKP Intercity (794 mln zł),
• spalarnia odpadów w Krakowie (372 mln zł),
• oczyszczalnia ścieków w Krakowie (230 mln zł),
• system ciepłowniczy w Krakowie (224,5 mln zł),
• transport publiczny w Krakowie (217 mln zł),
• wodociągi i kanalizacja w rejonie Nowego Sącza (171 mln zł),
• Narodowe Centrum Promieniowania Elektromagnetycznego (129 mln zł).

Dane za: „Dziennik Polski”, 7 czerwca 2013 r.

Maciej Zdziarski:

To wolny rynek tworzy miejsca pracy…

Małgorzata Jantos:

Tak, wolny rynek, a nie urzędnicy. Co z tego, że urzędnik powie: „Ratujmy bezrobotnych, twórzmy miejsca pracy”? To zwykły Kowalski, który otworzy maleńką firemkę i zatrudni 2–3 osoby, przyczyni się do poprawy sytuacji. Musimy cenić i chronić przede wszystkim aktywność ludzką.

Radny Miasta Krakowa Sławomir Ptaszkiewicz i Poseł na Sejm RP Józef Lassota

Radny Miasta Krakowa Sławomir Ptaszkiewicz i Poseł na Sejm RP Józef Lassota

Sławomir Ptaszkiewicz:

Kiedy Marszałek mówił o średniej fusze urzędniczej, to kiwałem głową, zaprzeczając. Owszem, praca w urzędzie to może być dobry sposób na to, aby bezpiecznie żyć, ale – zwracam się tu do naszych młodych słuchaczy – czy będziecie urzędnikami, czy pracownikami prywatnych firm – jedna rzecz jest najważniejsza: musicie robić to na 100% możliwości i dawać więcej, niż się od Was wymaga. Wtedy bez obaw codziennie rano będziecie mogli spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć, że jesteście fajnymi ludźmi.

To jest zresztą kolejne wyzwanie dla Europy i Polski: budowanie zaufania społecznego. Bo my w tej chwili próbujemy wszystko unormować, opisać, rozliczyć i zamknąć w procedurach, a przecież kluczem do sukcesu są ludzie. Jeżeli więc głosujecie w wyborach, wybierajcie tych ludzi, którym możecie zaufać, którzy coś w życiu już osiągnęli. To jest nasza odpowiedzialność: dzisiaj wybór właściwych osób, a pojutrze dokładanie cegiełki od siebie.

Józef Lassota:

Zgadzam się z Panem. Sam mam wnuczkę, która w tej chwili jest w klasie maturalnej. I gdy patrzę na Was, na młodych ludzi, ogromnie Wam zazdroszczę. Nie tylko młodości, bo młodość jest zawsze piękna, ale szczególnie tej ogromnej szansy, jaką macie przed sobą, a którą nie mogły cieszyć się pokolenia z połowy ubiegłego wieku. To była kompletna beznadzieja. Wy dzisiaj macie ogromną szansę i tylko od Was zależy, czy ją wykorzystacie. Bo są tacy, którzy ją wykorzystują, i tacy, którzy ją marnują. Tak będzie zawsze.

Maciej Zdziarski:

Dziś oczy Europy są zwrócone na tych, którzy zmarnowali szansę. Słowo „kryzys” odmieniamy przez wszystkie przypadki…

Marek Sowa:

Wiemy, jaka jest obecnie sytuacja w Grecji, Włoszech czy Hiszpanii. Niemniej w ciągu roku czy dwóch udało się zgromadzić na pomoc dla tych państw pieniądze większe niż podczas batalii o budżet Unii na kolejne lata. Jak to możliwe? Bo wszystkie te trzy kraje były członkami strefy euro. Gdyby tak nie było, to zapewniam Państwa, że tych gwarancji by nie było.

W czasie mojej wizyty na Łotwie rozmawiałem z tamtejszymi politykami, dlaczego decydują się na wejście do strefy euro. Oni odpowiedzieli bardzo prosto: „Przecież nas, dwumilionowy kraj, jeden bogacz może wykupić i rozbroić całą naszą politykę monetarną. My musimy mieć bezpieczeństwo”.

Maciej Zdziarski:

Polska jest znacznie większym krajem, a entuzjazm do waluty euro wyraźnie osłabł…

Marek Sowa:

Obecnie nie ma najlepszego klimatu dla wspólnoty europejskiej. Po drugie mamy rozjazd interesów w samej UE. Wiadomo, że strefa euro nie do końca się sprawdziła, nie jest integratorem wewnątrz Unii. Panuje ewidentny podział na tych, którzy są w strefie euro, i na tych, którzy pozostają poza tą strefą euro. Po trzecie żyjemy w czasach kryzysu, który obnażył wszystkie słabości polityki, również tej, która przez dziesiątki lat była realizowana w Unii Europejskiej.

Małgorzata Jantos:

Może kryzys europejski tak bardzo nas nie dotknął właśnie dlatego, że nie byliśmy w strefie euro? Nie znaczy to, że prędzej czy później nie powinniśmy do niej wstąpić. Wydaje mi się jednak, że nie powinno to nastąpić już w ciągu 3–4 lat.

Józef Lassota:

Ja mam trochę inne zdanie. Bo jeśli mówimy, że bilans naszego członkostwa w Unii jest niejednoznaczny, to się trochę buntuję. Nie dlatego, że jestem propagatorem sukcesu, ale dlatego, że gdy spojrzeć na to, jak wyglądała Polska 25–30 lat temu, i na to, jak jest dzisiaj, to nie można mówić, że nie ma różnicy. Kiedy jeździmy po różnych miejscowościach, wsiach i widzimy całą nową infrastrukturę: chodniki, drogi, widzimy nowoczesne firmy, zmianę w sposobie działania i myślenia ludzi, zwłaszcza młodych, to naprawdę jest to ogromna zmiana jakościowa.

Prof. Zdzisław Mach: „W nowej perspektywie postawmy na innowacyjność”

Według prof. Zdzisława Macha w obliczu nowej perspektywy finansowej Polska musi nauczyć się jeszcze lepiej wydawać unijne pieniądze. Chociaż wciąż mamy bardzo duże potrzeby infrastrukturalne, zdaniem europeisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego w najbliższych latach należałoby bardziej skupić się na budowie intelektualnego potencjału naszej gospodarki. „Teraz jest może właśnie właściwy czas na to, żeby zacząć myśleć nie tylko o intensywnym rozwoju, ale o tym, żeby np. postawić na innowacyjność” – mówi ekspert. Według prof. Zdzisława Macha warto inwestować w innowacje w rolnictwie. Europejska polityka rolna powinna ulec zmianie, by rozsądniej wydatkować unijne fundusze. „Wszyscy wiemy, że najbardziej korzystne dla wsi byłoby rozwijanie infrastruktury i inwestowanie w innowacyjność, a nie wydawanie wszystkich pieniędzy na dopłaty bezpośrednie dla rolników” – twierdzi europeista. Jak dodaje, na przeszkodzie może stanąć silne lobby rolnicze, które będzie protestować przeciwko zreformowaniu sposobu finansowania rolnictwa w UE.

Publiczność podczas debaty w Krakowie

Publiczność podczas debaty w Krakowie

Sławomir Ptaszkiewicz:

Naszym zadaniem jest teraz nie zmarnować pieniędzy z nowej perspektywy finansowej. To jest wielka odpowiedzialność, żeby te środki służyły nam wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy są przed nami, kolejnym pokoleniom. Pytanie tyl­ko, czy sprostamy temu zadaniu.

Prezentacja 04.10.2013, Kraków

Audycja “10 lat polskiej obecności w UE – korzyści i koszty. Dla kogo unijne pieniądze? O korzystaniu z dotacji unijnych przez małopolskich przedsiębiorców i samorządy”