12 maja 2014: w Krakowie rozmawialiśmy o tym, czy Małopolska jest atrakcyjna dla turystów z UE

GOSPODARKA

W ubiegłym roku Małopolskę odwiedziło 12,6 mln osób, z czego 2,7 mln stanowili goście z zagranicy – wynika z raportu „Badanie ruchu turystycznego w województwie małopolskim w 2013 roku”. Liczba osób odwiedzających ten region wzrosła o 4,2% w stosunku do roku 2012. Małopolska plasuje się na drugim miejscu w kraju pod względem liczby turystów korzystających z noclegów (pierwsze jest woj. mazowieckie – 15,5%; Małopolska – 15,3%). Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie nocujących z zagranicy, województwo małopolskie jest liderem w skali kraju.

Z analizy przeprowadzonej na zlecenie urzędu marszałkowskiego wynika, że wśród mieszkańców Unii Europejskiej do Małopolski najchętniej przyjeżdżają obywatele Wielkiej Brytanii (26,8%) oraz Niemiec (15%). Jako cel podróży region ten wybierają również Włosi oraz Hiszpanie (między 4% a 10% turystów zagranicznych). Osoby odwiedzające Małopolskę wysoko oceniają swój pobyt – 56% z nich deklaruje bardzo wysoki, a 39% – wysoki poziom zadowolenia.

Jako najważniejsze cele przyjazdu do Małopolski odwiedzający turyści wskazują wypoczynek oraz zwiedzanie zabytków. Odwiedzający z Polski decydują się również na turystykę aktywną – głównie narciarstwo i piesze wędrówki. Z kolei osoby z zagranicy odwiedzają region także ze względu na obecność klubów i restauracji (cel rozrywkowy). Przyjeżdżają także po to, by zrobić zakupy.

Za najatrakcyjniejsze miejsca w Małopolsce turyści uznają Kraków, Zakopane i kopalnię soli w Wieliczce, a w następnej kolejności: góry, Wadowice i Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Jak przyciągnąć turystów z UE do Małopolski? W jakich obszarach możemy być najbardziej konkurencyjni? O jakich turystów powinniśmy zabiegać? Czy małopolskie samorządy promują się w krajach UE? Jakie są najskuteczniejsze metody popularyzacji małopolskich atrakcji turystycznych? – nad tymi zagadnieniami pochylili się uczestnicy debaty, która odbyła się w sali obrad Sejmiku Województwa Małopolskiego w Krakowie.

W spotkaniu udział wzięli:

  • Anna Niedźwieńska, zastępca dyrektora Departamentu Turystyki, Sportu i Promocji UMWM,
  • Bożena Marcych,kierownik Referatu Rozwoju Turystyki Urzędu Miasta Krakowa,
  • Łukasz Strutyński, członek Zarządu Portu Lotniczego Kraków-Balice, wcześniej m.in. dyrektor kancelarii sejmiku województwa,
  • Paweł Mierniczak, dyrektor biura Małopolskiej Organizacji Turystycznej,
  • Janusz Sepioł, senator RP, były marszałek województwa małopolskiego.

Debacie przysłuchiwało się ponad 110 osób, m.in. uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Małopolskiej Szkoły Gościnności w Myślenicach, Zespołu Szkół Zawodowych im. Edwarda Dembowskiego w Wieliczce, Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej, Zespołu Szkół Ekonomicznych nr 1 w Krakowie, VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie oraz studenci Akademii Wychowania Fizycznego.

Maciej Zdziarski:

Spotkaliśmy się dzisiaj, by dyskutować o stanie turystyki w Małopolsce. Czy nasza 10-letnia obecność w Unii Europejskiej zmieniła coś w tej kwestii? Jak turystyka w naszym regionie rozwijała się przez te lata?

Janusz Sepioł:

To jasne, że turystyka nie zaczęła się ani 3 dni temu, ani 10 lat temu. Mamy zapisy z połowy XVI w., kiedy to wysłannik zakonu jezuitów wybrał się z Rzymu do Polski, m.in. do Krakowa. Niestety już wtedy donosił, że Polska jawi mu się koszmarnie. Ów zakonnik szedł pieszo, trafił na roztopy, opisał też karczmy, w których była tylko zgniła słoma. Słowem – wystawił nam możliwie najgorsze świadectwo.

Mamy też zapisy z lustracji biskupich, w których wspomniano o takich dziurach w drogach, że wozy razem z końmi topiły się w kałużach. Jak więc widać, nie zawsze mieliśmy odpowiednio rozwiniętą infrastrukturę. Ale to są oczywiście rzeczy zamierzchłe.

Myślę, że punktem zwrotnym było nie tyle wstąpienie Polski do Unii Europejskiej, ile odzyskanie przez Polskę niepodległości w roku 1989. Pracowałem wtedy w urzędzie wojewódzkim i pamiętam, że byliśmy zaskoczeni liczbą osób z regionów zachodnioeuropejskich, które zainteresowały się tym, jak tutaj żyjemy, za żelazną kurtyną. Byliśmy zdumieni, jakie panowały opinie. Przyjeżdżali Anglicy, Francuzi i dziwili się, że nie chodzimy w jednakowych ubraniach. Spodziewali się, że tak jak Chińczycy będziemy nosić jednakowe mundurki. Spotkałem też Anglika, który leciał przez Frankfurt do Krakowa. Pamiętam, jak wspomniał wtedy: „Ostatni raz nad Frankfurtem to byłem bombowcem”.

To był więc autentyczny szok kulturowy. Myśmy zresztą też o wielu rzeczach nie mieli wyobrażenia.

Janusz Sepioł, senator RP

Janusz Sepioł, senator RP

Maciej Zdziarski:

Spróbujmy przeskoczyć do 2004 r.

Janusz Sepioł:

Oczywiście przełomem było wejście Polski do UE i strefy Schengen, dzięki czemu zyskaliśmy możliwość podróżowania bez wiz, bez paszportów, bez kontroli granicznej. To pozwoliło ponad 500 mln obywateli na swobodny dostęp do Polski. Załóżmy, że przynajmniej co 10. mieszkaniec UE chciałby odwiedzić Polskę. To daje 50 mln turystów! A ponieważ okres aktywnej turystyki w życiu człowieka to ok. 50 lat, to dwóch milionów turystów możemy się spodziewać z racji samego zainteresowania Polską. To liczba turystów, którzy na przestrzeni roku na pewno odwiedzą nasz kraj.

Niedawno Google opublikowało listę miejsc najczęściej fotografowanych na świecie. Wygrał Nowy Jork, a Kraków znalazł się na 95. miejscu. To jest bardzo dobre miejsce. Warszawa uplasowała się ok. 160. pozycji, ale z kolei Praga zajęła 10. miejsce.

Maciej Zdziarski:

To pokazuje, że są miejsca takie jak Praga czy Budapeszt, które turystów interesują znacznie bardziej. Czy w ogóle możemy z nimi konkurować? Czy nie jest tak, że można podejmować pewne działania, ale z samą atrakcyjnością oferty, czyli tym, co można pokazać turystom, nic już nie da się zrobić?

Paweł Mierniczak:

Jak najbardziej! Praga, Budapeszt i Wiedeń stanowią trójkąt stolic krajów sąsiednich, który od dziesiątków lat tak funkcjonuje w świadomości turystów, mimo że Praga i Budapeszt też znajdowały się za żelazną kurtyną. Te kraje wcześniej zaczęły podejmować działania związane z promocją i w efekcie odwiedza je więcej turystów. Od kilku lat obserwujemy jednak wzrost liczby turystów, który daje nadzieję, że kiedyś osiągniemy w Krakowie frekwencję taką, jaką cieszy się Praga.

Maciej Zdziarski:

A co byłoby taką kartą przetargową Małopolski?

Paweł Mierniczak:

Nie będę przytaczał frazesów o atrakcyjności miasta, zabytkach, o kulturze. Paradoksalnie naszą przewagą jest właśnie to, że Pragę, Budapeszt czy Wiedeń większość turystów na przestrzeni ostatnich lat już odwiedziła.

Naszym atutem jest duża liczba miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W Polsce jest łącznie 14 takich obiektów, podczas gdy aż 6 z nich zlokalizowanych jest w Małopolsce. Są to chociażby: Kraków, Wieliczka, Kalwaria Zebrzydowska, Auschwitz-Birkenau, a także kościoły i cerkwie drewniane na szlaku architektury drewnianej w Małopolsce. To jest wyjątkowa oferta i ma tego świadomość turysta zachodni, a także azjatycki. Wielokrotnie miałem do czynienia z gośćmi z Japonii, którzy odwiedzając kraj, koncentrowali się głównie na miejscach wpisanych na listę UNESCO.

Anna Niedźwieńska:

Warto też wspomnieć o tym, jak na przestrzeni wspomnianych 10 lat w Unii zmienił się nasz potencjał, jeśli chodzi o bazę noclegową, informację turystyczną czy przewodnictwo. Przytoczę kilka liczb. Przed 10 laty obiektów skategoryzowanych mieliśmy w Małopolsce ok. 120, w tym momencie mamy ich 460. Nie mieliśmy żadnego hotelu pięciogwiazdkowego, teraz mamy 14 takich obiektów. Nie mieliśmy hotelów markowych, sieciowych, a teraz w Krakowie zagościły wszystkie najlepsze europejskie marki hotelowe.

Maciej Zdziarski:

A co z turystyką pielgrzymkową? Według statystyk zyskuje ona popularność z każdym rokiem. Mamy miejsca związane nie tylko ze św. Janem Pawłem II, lecz także z Faustyną Kowalską, której kult jest bardzo silny w wielu krajach.

Anna Niedźwieńska:

Na pewno trzeba szukać nisz, bo turystyka stale się zmienia. Nadal jednak znacząca jest turystyka kulturowa. Jako turyści chcemy dowiedzieć się czegoś o danym miejscu, o danej kulturze, poznajemy zabytki. Jesteśmy ludźmi coraz bardziej cywilizowanymi i chcemy odkrywać kulturę innych krajów.

Musimy jednak pamiętać, że zadowolony turysta może deklarować chęć powrotu. A jeżeli wróci, to drugi raz nie będzie zwiedzał tych samych miejsc. Musi mieć alternatywną atrakcję. Dlatego też należy podejmować działania służące promocji nie tylko Krakowa, lecz także całego regionu, i budować ofertę turystyczną uwzględniającą również zasoby przyrodnicze, a nie tylko kulturowe.

W tym tkwi nasz kolejny atut, ponieważ żelazna kurtyna sprawiła, że z racji wolniejszego rozwoju gospodarczego udało nam się zachować duże obszary nieskażonej, czystej przyrody. Takiej oferty turystycznej na Zachodzie nie spotkamy – w Europie wiele miejsce jest zamkniętych dla turystów. Z kolei Małopolskę można swobodnie zwiedzać. Mamy całą sieć szlaków turystycznych, zachowaną i utrzymaną w doskonałym stanie.

Jeszcze inne możliwości kryje coraz bardziej popularna ekoturystyka i agroturystyka. Ona wyjątkowo podkreśla walory Małopolski związane z jej położeniem, ukształtowaniem i produktami regionalnymi, czyli tymi elementami, które udało się zachować w Małopolsce, a w mniejszym stopniu w tych najbardziej rozwiniętych krajach europejskich.

Turystyka religijna coraz bardziej popularna

Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2012 r. przez Małopolską Organizację Turystyczną, 13,3 %. turystów deklarowało cel religijny jako jeden z powodów przyjazdu do Krakowa. W 2013 r. było to już 15,09% respondentów. W skali całego województwa te liczby wahają się w poszczególnych latach. Największy wzrost turystów religijnych występuje w latach, w których odbywały się uroczystości związane z kultem Jana Pawła II (np. beatyfikacja). Pielgrzymi odwiedzają chętnie miejsca związane z życiem i działalnością Jana Pawła II, a więc Pałac Arcybiskupi przy ul. Franciszkańskiej, katedrę na Wawelu, Bazylikę Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i Centrum JPII oraz Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach.

Maciej Zdziarski:

Czyli to, co mogło się wydawać pewną słabością, jest atutem.

Anna Niedźwieńska:

Tak, w tym momencie wydaje się, że może to być pewna przewaga konkurencyjna. Zwłaszcza jeśli mówimy o turyście, który jest osobą nastawioną na aktywne spędzenie wolnego czasu i przyjechał po raz drugi zachęcony naszymi atutami związanymi z gościnnością, z pobytem w Małopolsce.

Maciej Zdziarski:

Czy nadal mamy problem z pijanymi turystami brytyjskimi w Krakowie? Czy to może cena, jaką musimy płacić w zamian za atrakcyjność turystyczną?

Bożena Marcych:

Ten temat wraca jak bumerang. Problem jest widoczny, ale dotyczy on także innych miast w Europie. Grupy turystów, którzy przyjeżdżają do Pragi, Budapesztu czy miast w Europie Wschodniej, zachowują się podobnie. Jak pokazują jednak statystyki, liczba osób, które trafiły do izb wytrzeźwień, nie jest wcale zatrważająca. W 2012 r. było to 240 obcokrajowców. Fakt, że są oni widoczni, wynika jedynie z tego, że przebywają w centrum miasta, gdzie jest największe skupienie turystów. Ci turyści są więc kłopotliwi dla miasta ze względów wizerunkowych. Ale nie zapominajmy, że te osoby płacą za wyrządzone szkody.

Bożena Marcych, kierownik Referatu Rozwoju Turystyki Urzędu Miasta Krakowa (z lewej)

Bożena Marcych, kierownik Referatu Rozwoju Turystyki Urzędu Miasta Krakowa (z prawej)

Maciej Zdziarski:

Czy Kraków ma wizję tego, w jakim kierunku powinno podążyć promowanie turystyki w regionie?

Bożena Marcych:

Tym kierunkiem jest obecnie turystyka biznesowa. Turystykę biznesową będą wspomagać takie obiekty, jak hala widowisko-sportowa i centrum kongresowe, które niebawem zostaną oddane do użytku. Organizowane w takich miejscach konferencje, targi czy inne przedsięwzięcia ściągają każdorazowo kilka tysięcy osób.

Inny kierunek turystyczny stanowi turystyka pielgrzymkowa, o której już wspominaliśmy, a także turystyka seniorów. Ta ostatnia z biegiem czasu będzie zyskiwać coraz bardziej na znaczeniu.

Maciej Zdziarski:

Bo osób starszych jest coraz więcej, a w portfelach europejskich seniorów są pieniądze.

Bożena Marcych:

Tak, w tej chwili seniorzy stanowią już ok. 1/5 wszystkich turystów, dlatego warto brać po uwagę rozwój usług turystycznych skierowanych właśnie do osób starszych.

Maciej Zdziarski:

Na krakowskim lotnisku spadają także ceny biletów. Z Krakowa można polecieć do Cagliari na Sardynii w cenie biletu kolejowego na pociąg Intercity do Warszawy. Zastanawiam się, czy są jacyś Sardyńczycy, którzy myślą: „Skoro jest takie tanie połączenie, to odwiedzę Kraków”…

Łukasz Strutyński:

Samoloty zarabiają pieniądze wtedy, kiedy są w powietrzu, a specyfika branży polega na tym, że muszą latać w dwie strony. Tylko w zeszłym roku przyleciało i wyleciało z Balic blisko 3 700 000 pasażerów. To był rekordowy rok pod tym względem. Za tym idzie oczywiście rozwój infrastruktury.

Maciej Zdziarski:

Będzie nowy pas?

Łukasz Strutyński:

Tak, dzięki przychylności regionu zaczęliśmy projekt na dużą skalę w kontrakcie terytorialnym, czyli dokumencie, który umożliwia inwestycje na poziomie europejskim. Koszt takiego przedsięwzięcia wynosi około pół miliarda złotych.

Coraz większy ruch na lotnisku w Balicach

Port Lotniczy Kraków-Balice jest największym polskim lotniskiem regionalnym, obsługującym prawie 3,7 mln pasażerów rocznie, i drugim w Polsce lotniskiem, po warszawskim Okęciu. Z badań przeprowadzonych na zlecenie UMWM wynika, że ruch pasażerski na lotnisku wzrósł w stosunku do 2012 r. W sezonie letnim 2014 Kraków Airport oferuje 61 połączeń regularnych do 20 krajów i współpracuje z 15 liniami lotniczymi. Podczas międzynarodowej konferencji Routes Europe 2014 w Marsylii lotnisko po raz drugi zdobyło drugą nagrodę za efektywne działania marketingowe wspierające rozwój połączeń oraz współpracę z przewoźnikami (nagroda w kategorii portów do 4 mln pasażerów).

Janusz Sepioł:

Wspaniale, że port się rozwija. Pamiętajmy jednak, że pod względem wielkości to jest nadal 90. któryś port w Europie. Fantastyczne jest to, że liczba hoteli zwiększyła się, ale też nie wszystkie największe sieci mają rezydencję w Krakowie. To także prawda, że mamy wspaniałe nieskażone zasoby przyrodnicze, tylko że akurat nie w Małopolsce. Piękną przyrodę można podziwiać na Mazurach czy Podlasiu. Małopolska z kolei jest zaśmiecona, ma rozrzuconą zabudowę, i to raczej nas obciąża. Wreszcie kwestia turystyki religijnej – to też jest średniej jakości atut, ponieważ Europa staje się ateistyczna, sekularyzuje się.

Maciej Zdziarski:

To co w takim razie robić?

Janusz Sepioł:

Kraków jest skazany na turystykę kulturową. Nikt tu nie przyjedzie na wypoczynek, bo tu nie ma morza ani gwarantowanej pięknej pogody.

Ale turystyka kulturowa to nie wszystko. Bo na jakich turystach najwięcej się zarabia? Przede wszystkim na tych, którzy nie płacą sami za siebie. Kto zaś nie płaci za siebie? Pracownicy, bo firma deleguje, i uczeni, bo ich delegują organizacje. Należy więc skierować się ku turystyce kongresowej i biznesowej. To są turyści hoteli pięciogwiazdkowych, bankietów i spotkań opłacanych nie z ich własnej kieszeni. Fantastycznie, że wreszcie będziemy mieli centrum kongresowe, centrum targowe. I teraz trzeba rozliczać przede wszystkim tych, którzy organizują działalność kongresową, czyli uczelnie. To, że Kraków jest ważnym ośrodkiem akademickim, daje szanse organizowania kongresów, spotkań i zjazdów.

Spójrzmy na Warszawę. Nie ma właściwie żadnych atrakcji turystycznych, ale ruch turystyczny jest porównywalny z Krakowem właśnie ze względu na turystykę biznesową. Do Warszawy jeździ się załatwiać interesy, ponieważ centrale wszystkich największych polskich firm zlokalizowane są w Warszawie. Z tego powodu hotele i knajpy w Warszawie są droższe i bardziej oblegane, a to tworzy kolejne miejsca pracy. Jednym słowem – turystyka biznesowa i kongresowa to najlepsza dźwignia rozwoju turystyki.

Na koniec nie należy zapominać o wspomnianej, jak to się ładnie mówi, turystyce srebrnego wieku. Jeżeli w Hiszpanii 50% młodzieży nie ma pracy, to oni nie będą turystami, którzy u nas wydadzą pieniądze. Ale już niemieccy zamożni emeryci są w stanie zostawić u nas nieco pieniędzy.

Uczestnicy debaty. Od lewej: Anna Niedźwieńska, Paweł Mierniczak, Janusz Sepioł, Łukasz Strutyński i Bożena Marcych

Uczestnicy debaty. Od lewej: Anna Niedźwieńska, Paweł Mierniczak, Janusz Sepioł, Łukasz Strutyński i Bożena Marcych

Maciej Zdziarski:

Czy w małopolskiej turystyce widać zmianę jakości?

Paweł Mierniczak:

Jeśli chodzi o Zakopane, to wiele osób nadal tkwi w przeświadczeniu, że turyści i tak przyjadą. Tymczasem zakopianka ciągle jest zakorkowana i turyści przyjeżdżają, ale już nie tylko do Zakopanego. Jeszcze 20–30 lat temu Białka Tatrzańska czy Bukowina to były wioseczki, o których mało kto słyszał. Obecnie dzięki inwestycjom zrealizowanym ze środków UE, a także za sprawą przedsiębiorczości tych ludzi miejscowości te mogą się pochwalić świetną ofertą hotelową i znakomitymi basenami termalnymi, których stale przybywa – niebawem nowe baseny zostaną oddane do użytku w Chochołowie. Podczas gdy dawniej turyści szukający takiej oferty musieli jeździć na Słowację, to obecnie Słowacy zaczynają przyjeżdżać do nas.

Oczywiście wpłynęła na to m.in. relacja ceny do jakości. Ale pamiętajmy, że standardy stacji narciarskich w ciągu ostatnich lat też niesamowicie się zmieniły. Oczywiście, Tatry to nie Alpy – nie są tak wysokie, a stoki nie są zbyt długie, ale dla przeciętnego narciarza, który dopiero się uczy, nasza oferta jest w pełni satysfakcjonująca. Inwestycje w stacje narciarskie na przestrzeni ostatnich lat sprawiły, że narciarstwo staje się coraz popularniejszym sposobem na spędzanie czasu.

Również kuchnia regionalna to niewątpliwy atut naszego regionu. Cały czas promujemy produkty, które zostały wpisane na listę unijną. Samorząd województwa od lat z powodzeniem organizuje Małopolski Festiwal Smaku, który pokazuje, jak istotne dla tutejszego turysty jest dobre jedzenie. Świetnie wpisują się w ten trend gospodarstwa agroturystyczne, które łączą możliwość poznania tradycyjnych produktów regionalnych z wypoczynkiem w przyzwoitych warunkach. A kuchnia małopolska na pewno na tle europejskim jest naprawdę ciekawa. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie konkurować z kuchnią francuską, ale nie o to nam chodzi. Mamy własne, prostsze rozwiązania, równie smakowite, a niejednokrotnie smaczniejsze.

Turysta musi mieć też gdzie przenocować, dlatego potrzebne są zarówno dobre hotele, jak i baza noclegowa o niższym standardzie i dobrej cenie.

Pytanie z sali: Chciałbym zapytać o obecność klubów go-go na krakowskim Rynku Głównym, który, jak wiadomo, jest miejscem reprezentatywnym miasta. Czy władze miasta nie powinni interweniować w tej sprawie?

Bożena Marcych:

To jest bardzo kontrowersyjna sprawa chociażby z tego powodu, że w Polsce obowiązuje swoboda działalności gospodarczej, a ponadto budynki, w których prowadzone są owe kluby, należą do osób prywatnych. Mimo to służby miejskie starają się w miarę możliwości interweniować w tej sprawie. Powstał m.in. park kulturowy w Krakowie, który sprawia, że centrum miasta wygląda inaczej.

Maciej Zdziarski:

Innym problemem jest tzw. kebabizacja centrum miasta. Od kilku lat powstaje coraz więcej całodobowych punktów, w których sprzedaje się kebab oraz alkohol. Tu także dochodzi do konfliktu między możliwością prowadzenia wolności gospodarczej a chęcią kreowania odpowiedniego wizerunku miasta przez władze.

Bożena Marcych:

Tak, to również sprawa, którą należy rozwiązać. Tak jak wspomniałam, każdy może prowadzić działalność gospodarczą w warunkach, na jakie pozwala prawo. „Kebabizacja”, o której Pan wspomniał, nie jest korzystna dla wizerunku miasta, ale podejmujemy mnóstwo działań, chociażby poprzez organizację festiwali czy innych wydarzeń kulturalnych, które mają wpływać na wizerunek Krakowa i przyciągać odpowiednich turystów.

Pytanie z sali: A co z turystami z Dalekiego Wschodu (Japonii)?

Paweł Mierniczak:

Rzeczywiście, odwiedza nas coraz więcej turystów z Dalekiego Wschodu. Ale to jest obszar, w którym mamy wiele do poprawy. Organizatorzy wyjazdów z Japonii i Chin dostrzegają nas, ale w znacznie mniejszym stopniu niż Pragę, Budapeszt czy Wiedeń. Te miasta od lat są odwiedzane przez turystów ze Wschodu, co sprawia, że obecnie stanowią naturalny cel, jeśli chodzi o podróż do Europy Środkowo-Wschodniej.

Maciej Zdziarski:

A czy faktycznie jest problem, żeby uruchomić połączenia ze Wschodem?

Łukasz Strutyński:

Na razie walczymy o bramę na Wschód, którą jest Stambuł – to ważny port przesiadkowy. Jest z tym jednak pewien kłopot ze względów prawnych. Mówiąc wprost: to niebo nie jest tak otwarte jak niebo nad UE.

Janusz Sepioł:

Rzeczywiście wejście na rynki trzecie, rynki azjatyckie, mogłoby przynieść wiele korzyści. Kluczowy jest rynek japoński, ponieważ Japończycy podróżują i mają dużo pieniędzy. A Chińczycy stosunkowo rzadko podróżują. W przyszłości będą podróżować na większą skalę, ale nie łudźmy się – jeżeli Chińczyk ma odbyć pierwszą w życiu podróż do Europy, to wybierze Paryż, Rzym, Madryt, a nie Kraków.

Ale są też inne kraje, które się bogacą i mają potężny potencjał demograficzny, np. Brazylia, Meksyk czy Turcja. Dlatego musimy sięgać po nowe rynki. Najlepszy dla nas jest rynek rosyjski i ukraiński. A proszę sobie wyobrazić, że dotychczas tylko 15% Rosjan skorzystało z paszportów. 85% Rosjan nie wyjechało za granicę, a jeśli już się na to decydują, to wyjeżdżają przede wszystkim nad ciepłe morze, do Turcji i Egiptu. Ale w następnej kolejności Rosjanin zawita do nas, do Warszawy, do Kongresówki. Ci, którzy do nas przyjadą, są zwykle pozytywnie zaskoczeni.

Po wszystkich spotkaniach, które odbyłem w Rosji, muszę powiedzieć, że zainteresowanie Polską rośnie. Podobnie jest z Ukraińcami, ale oni w tej chwili mają inne problemy niż podróżowanie, z kolei Rosjanie mają poczucie, że w Polsce panuje głęboka fobia antyrosyjska. Żyją w przekonaniu, że zostaną tu pobici, nikt ich nie obsłuży, a na koniec ich okradną. Rok 2015 ma być wprawdzie Rokiem Polski w Rosji i Rokiem Rosyjskim w Polsce, ale na razie nie wiadomo, czy te obchody się odbędą. Prawdopodobnie nie i to jest poważna strata, bo to mógłby być znakomity sposób na wzajemną promocję obu krajów.

Nie doceniamy ponadto turystyki z innych regionów, także środkowoeuropejskich. Jest wiele krajów na podobnym etapie rozwoju gospodarczego co Polska – np. Rumunia – których obywatele też są zainteresowani podróżowaniem. Powinniśmy promować się, biorąc pod uwagę turystów również z takich krajów.

Pytanie z sali: Czy nie powinniśmy skupić się na ściąganiu turystów także z innych regionów Polski?

Anna Niedźwieńska:

Tak, turysta krajowy jest bardzo ważnym i bardzo dobrym turystą z punktu widzenia ekonomicznego. Zwykle przyjeżdża na dłuższy, 10–12-dniowy pobyt, i to z całą rodziną, a przynajmniej w większym gronie. Taki turysta zostaje więc na dłużej w regionie, zwiedza i zostawia znaczne środki finansowe. Obecnie zresztą turysta krajowy dominuje w Małopolsce – wg szacunków Polacy stanowią ok. 70% ruchu turystycznego w regionie. I chociaż średnia wydatków turysty krajowego jest nieco niższa niż turysty zagranicznego, który przeciętnie zostawia ponad 1000 zł, to jednak ze względu na dłuższy pobyt korzyści z jego przyjazdu są również bardzo duże. Nie dzieli nas też bariera językowa, która stanowi niekiedy problem w obcowaniu z turystą zagranicznym.

Maciej Zdziarski:

Ale czy w kontekście całości turystyki mamy jakąś wizję rozwoju tej branży, zwłaszcza w kontekście turysty zagranicznego?

Paweł Mierniczak:

Cieszę się, że poruszył Pan kwestię całości rozwoju. Podkreślmy, że spośród 16 regionów w kraju Małopolska jest najatrakcyjniejsza, jednak turysta europejski, chcąc odwiedzić nasz kraj, myśli całościowo o Polsce. A wizerunek naszego kraju ciągle jest obciążony przeszłością. Cały czas pokutuje myślenie o Polsce jako o kraju za dawną żelazną kurtyną, w którym nadal jest kiepsko z infrastrukturą drogową, z hotelami itd. Dopiero przyjazd do Polski otwiera oczy turystom i osoby te stają się potem najlepszymi ambasadorami Polski, Małopolski i Krakowa.

Jeśli przejrzymy statystyki, skąd turyści czerpią wiedzę o Małopolsce, to okaże się, że najczęściej właśnie od rodziny i znajomych. Potrzebna jest więc bardzo dobra i spójna promocja kraju, ale i poszczególnych regionów. Polska Organizacja Turystyczna, której jesteśmy partnerem, została w tym celu powołana w 1999 r., ale do niedawna nie dysponowała budżetem na taką promocję. Dopiero od kilku lat prowadzone są kampanie promocyjne na rynkach europejskich, a obecnie nawet na rynkach azjatyckich. Oczywiście to jest kropla w morzu potrzeb, żeby przełamać nieprzychylny wizerunek Polski. Inne kraje z Europy Środkowo-Wschodniej, jak Czechy czy Węgry, przeznaczają na promocję kraju wielokrotnie więcej środków finansowych. Mam nadzieję, że i w budżecie naszego państwa w przyszłości nie zabraknie pieniędzy, ponieważ musimy się promować, żeby zaistnieć w świadomości europejskiej.

Debacie przysłuchiwali się m.in. uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Małopolskiej Szkoły Gościnności w Myślenicach, Zespołu Szkół Zawodowych im. Edwarda Dembowskiego w Wieliczce, Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej BeskidzkiejZespołu Szkół Ekonomicznych nr 1 w Krakowie, VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie oraz studenci Akademii Wychowania Fizycznego.

Debacie przysłuchiwali się m.in. uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Małopolskiej Szkoły Gościnności w Myślenicach, Zespołu Szkół Zawodowych im. Edwarda Dembowskiego w Wieliczce, Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej, Zespołu Szkół Ekonomicznych nr 1 w Krakowie, VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie oraz studenci Akademii Wychowania Fizycznego.

Janusz Sepioł:

Moim zdaniem wiele do zrobienia mają ciągle władze regionalne, żeby zapewnić obecność Krakowa, Małopolski w świadomości turystów i organizować takie wydarzenia, które przyciągną do nas właśnie liderów opinii. Dawniej było dość dużo umów partnerskich między regionami. Moim zdaniem trochę to podupadło, a większość umów jest słabo wykorzystywana.

Ważne jest jednak, by budować te mosty porozumienia i sieć ambasadorów. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że turyści, którzy zdecydowali się na przyjazd do Polski, mają potem o niej lepsze wyobrażenie. Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie ze względu na negatywne stereotypy związane z Polską. Funkcjonuje mnóstwo głupich albo niedorzecznych stereotypów, a najskuteczniejszym sposobem, by je obalać, jest właśnie kontakt z turystami, którzy nas odwiedzą. W związku z tym władze regionalne powinny robić, co w ich mocy, by stale zwiększać liczebność turystów, zwłaszcza tych, którzy mają wpływ na opinię innych, czyli właśnie turystów kongresowych.

Maciej Zdziarski:

Bardzo Państwu dziękuję za spotkanie.

Prezentacja Kraków 12.05.2014

Audycja “Małopolska atrakcyjna dla turystów z UE”