15 maja 2014: w Miechowie rozmawialiśmy o Polakach na unijnym rynku pracy

RYNEK-PRACY

Ponad 5,6 miliona obywateli z 10 krajów Europy Środkowo-Wschodniej należących do Unii Europejskiej przebywa obecnie na emigracji zarobkowej na rynkach „starej” Unii – wynika z raportu CEED Institute. Ponad 30% z nich, czyli prawie 2 mln osób, stanowią Polacy. Od 2004 r., czyli od chwili przystąpienia nowych państw członkowskich, emigracja do krajów „starej” UE wzrosła średnio o 180%. Największy procentowo wzrost zanotowano na Łotwie (450%), Litwie (400%) i w Rumuni (340%). W Polsce wskaźnik ten wyniósł 210%, jednak pod względem ilościowym ustępujemy jedynie Rumunii, gdzie aż 2,4 mln obywateli wyemigrowało w celach zarobkowych. W naszym kraju liczba ta wynosi ok. 1,8 mln, co stanowi ponad 10% wszystkich aktywnych zawodowo Polaków.

Według szacunków prof. Krystyny Iglickiej-Okólskiej, demografa, rektora Uczelni Łazarskiego w Warszawie, w ciągu najbliższych 5 lat wyjedzie z Polski kolejne 500–800 tys. osób.

W wielu rodzinach pojawia się ten sam scenariusz emigracyjny. Zwykle wyjeżdża jako pierwszy ojciec, potem „sprowadza” żonę, czasami z dzieckiem lub z dziećmi. Bywa jednak często, że rodzice wyjeżdżają z Polski i pozostawiają w kraju dzieci pod opieką babci lub dziadka, a nawet starszego, ale niepełnoletniego rodzeństwa. Badania z różnych dziedzin nauki: demografii, socjologii, psychologii, statystyki i prawa, pokazują, że migracja zmienia osoby wyjeżdżające oraz ich współmałżonków i dzieci – czyli cały system rodzinny.

W ciągu ostatnich 9 lat do Polski wróciło tylko 299 tys. osób, które za granicą przebywały co najmniej rok. Według badań GUS na pierwszym miejscu jako przyczyna powrotu wymieniana jest tęsknota za rodziną. Wśród tych, którzy powrócili w latach 2002–2011, wskazywało na nią ponad 80 tys. osób (26%). Stosunkowo niewielka grupa deklaruje jako przyczynę powrotu utratę pracy. W okresie kryzysu w latach 2008–2011 było to tylko 11,1 tys. emigrantów.

Niewielka była też grupa osób, które wróciły w rodzinne strony z zamiarem rozpoczęcia działalności gospodarczej (tylko 10 tys.). Jak wskazują eksperci, ci, którzy zgromadzili odpowiedni kapitał i chcieli podjąć ryzyko, otwierali własne firmy w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech, bo tam jest to łatwiejsze niż w Polsce.

Czy młodzi Polacy wciąż upatrują szansę na znalezienie lepszej pracy w tym, że ich ojczyzna jest członkiem UE? Jak emigracja zarobkowa wpływa na życie i kondycję materialną małopolskich rodzin? Czy samorządy namawiają do powrotu tych, którzy wyjechali z Polski po otwarciu zagranicznych rynków pracy dla naszych obywateli? Czy Polak jest pracownikiem szanowanym w Europie? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty, która odbyła się 15 maja 2014 r. w Urzędzie Gminy i Miasta Miechów.

W spotkaniu udział wzięli:

  • Dariusz Marczewski, burmistrz Gminy i Miasta Miechów, magister administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, w przeszłości m.in. dyrektor Miechowskiego Domu Kultury, członek Zarządu Powiatu Miechowskiego,
  • Marian Gamrat, starosta miechowski, wcześniej pełniący m.in. funkcję kierownika Biura Powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Miechowie,
  • Adam Biernat, kierownik projektu Małopolskie Obserwatorium Rynku Pracy i Edukacji (WUP),
  • Anna Frączkiewicz, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Miechowie,
  • Paweł Osikowski, członek Zarządu Powiatu Miechowskiego,
  • Ewa Wojciechowicz, przewodnicząca Rady Powiatu Miechowskiego,
  • Tomasz Belica, przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia i Spraw Społecznych Rady Miejskiej w Miechowie.

Debacie przysłuchiwało się ponad 70 osób, m.in. uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki oraz Zespołu Szkół nr 1 i nr 2 w Miechowie.

Krzysztof Tenerowicz:

Dzisiejsza debata dotyczy problemu emigracji zarobkowej i jej wpływu na kondycję małopolskich rodzin. Czy wiadomo, Panie Burmistrzu, jaka jest skala tego problemu w samym Miechowie?

Dariusz Marczewski:

Niestety nie mamy takich danych. Nie wiemy, ile osób z naszego regionu – z Małopolski, z powiatu miechowskiego czy z gminy Miechów – wyjechało za granicę w celach zarobkowych. Mamy jednak dane dotyczące osób bezrobotnych na terenie gminy Miechów. Na koniec 2012 r. osób bezrobotnych w wieku produkcyjnym było 8%.

Mamy też dane dotyczące przedsiębiorstw, które funkcjonują na terenie gminy. Czasem podnosi się zarzut, że przedsiębiorców w gminie jest zbyt mało. Rzeczywiście dużych podmiotów, których byśmy oczekiwali, nie ma, ale jeśli spojrzymy na aktywność mieszkańców gminy Miechów, to jest ona powyżej średniej wojewódzkiej. W gminie funkcjonuje 2400 podmiotów gospodarczych, co daje 1200 podmiotów na 10 tys. mieszkańców, podczas gdy średnia wojewódzka wynosi nieco ponad 1000. W 99% są to firmy jednoosobowe lub dwuosobowe, tak więc aktywność mieszkańców w tym zakresie jest godna pochwały.

Natomiast to, co jest również niepokojące, to migracja poza nasz region, ale w granicach Małopolski czy Polski w ogóle. Młodzi ludzie, którzy są dzisiaj z nami na sali, za chwilę wyjadą na studia i opuszczą Miechów. Pytanie, czy po studiach lub nawet po pobycie za granicą będą chcieli tu wrócić. Problem sprowadza się więc do tego, czy jesteśmy w stanie stworzyć takie warunki w gminie, które zachęcą młodego człowieka do powrotu w rodzinne strony i przenoszenia wzorców, jakie poznał na studiach czy w trakcie pobytu za granicą. Chodzi o to, by wyeliminować lub chociaż ograniczyć tzw. efekt wyjścia z więzienia, gdy młodzi ludzie kończą studia lub pracę za granicą i nie potrafią się odnaleźć na rodzimym rynku pracy, bo jest on dla nich zupełnie obcy i nie ma co im zaoferować.

Inną kwestią są rozłąki. Osobiście spotykałem się z tym problemem społecznym w przypadku kilku rodzin z Miechowa. Najczęściej jest tak, że najpierw wyjeżdża ojciec, za jakiś czas sprowadza do siebie żonę, a potem dziecko. Gorzej, gdy okaże się, że któryś z członków nie będzie w stanie dostosować się do nowych warunków za granicą i np. matka czy dziecko będą chcieli wrócić. Z problemem takich rodzin żyjących z dala od siebie styka się pewnie wiele samorządów.

Uczestnicy debaty (od lewej): Tomasz Belica (przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia i Spraw Społecznych Rady Miejskiej w Miechowie), Anna Frączkiewicz (dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Miechowie), Adam Biernat (kierownik projektu Małopolskie Obserwatorium Rynku Pracy i Edukacji), Dariusz Marczewski (burmistrz Gminy i Miasta Miechów), Marian Gamrat (starosta miechowski)

 

Adam Biernat:

Rzeczywiście, jak Pan Burmistrz zauważył, nie ma lokalnych danych dotyczących emigracji. Wiadomo, że w skali kraju liczba emigrantów wynosi 2 mln osób, ale nie wiadomo, jak to się kształtuje w przełożeniu na poszczególne województwa, a tym bardziej na gminy czy powiaty. Nawet jeżeli GUS prowadzi statystyki, to są to jedynie szacunki, ponieważ nie jest możliwe precyzyjne określenie skali emigracji. Nikt na granicy nie stoi i nie wypytuje podróżnych, z jakiego powodu wyjeżdżają z kraju, czy wrócą itd.

Pewne nadzieje były związane z Narodowym Spisem Powszechnym w 2011 r. Niestety tylko ok. 20% Polaków odpowiadało na pełne pytania spisowe, pozostali odpowiadali jedynie na kilka podstawowych pytań i resztę danych trzeba było zebrać z baz danych różnych urzędów. W efekcie opracowanie wyników bardzo się opóźniło, a ponadto nie uzyskano tak dokładnych informacji na temat emigracji, jakich byśmy sobie życzyli. Wiemy więc, że te 2 mln osób wyjechało, ale nie wiemy, jak te wyjazdy wyglądały – czy rodziny opuszczały kraj wspólnie, czy najpierw któryś z rodziców emigrował z Polski, a potem sprowadzał pozostałych członków rodziny, czy jeszcze inaczej to się odbywało. Poza tym to są dane z 2011 r., a od tamtej pory wiele się zmieniło.

W związku z tym prowadzone są inne badania, biorące pod uwagę czynniki społeczne, o których wspomniałem. Są to badania Polskiej Akademii Nauk czy Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. U nas, w Krakowie, zajmuje się tym pani profesor Krystyna Slany.

Jeśli jednak chodzi o szacunkowe dane na temat emigracji w naszym województwie, to często się mówi, że z Małopolski wyjeżdża dużo osób – media podawały np., że 12% emigrantów pochodzi z naszego województwa. To oczywiście prawda, z tym że Małopolskę zamieszkuje sporo ludzi. Sprawiedliwszą miarą jest więc odnoszenie liczby emigrantów do liczby mieszkańców. W tym wypadku nasze województwo wypada znacznie lepiej – ok. 7% jego mieszkańców przebywa za granicą, przy czym dane te dotyczą osób, które wyjechały na co najmniej 3 miesiące i w celach zarobkowych.

Co do danych dotyczących samego powiatu miechowskiego, to Wojewódzki Urząd Pracy od kilku lat bada losy absolwentów szkół zawodowych. Badanie to składa się z dwóch etapów. W pierwszym etapie rozsyłamy ankiety do ostatnich klas szkół zawodowych. Po roku na próbie ok. 20–25% absolwentów pytamy o to, jak wygląda ich obecna sytuacja. Jak się okazuje, ok. 4% absolwentów szkół zawodowych emigruje w rok po ukończeniu nauki. Najczęściej osoby te udają się do pracy w Wielkiej Brytanii i w Niemczech, przy czym zwykle wyjazd na Wyspy wiąże się z dłuższym pobytem, a krócej emigranci przebywają w Niemczech.

Powszechnie mówi się, że im więcej osób gdzieś wyjeżdża, tym gorsza jest sytuacja na rynku pracy w danym miejscu. Miechów raczej nie może się poszczycić korzystnymi wskaźnikami. Aż 33% bezrobotnych to są bezrobotni do 25. roku życia, co niestety jest jednym z najgorszych wyników w województwie. Z drugiej strony nie emigruje aż tak dużo osób jak z innych powiatów. Na emigrację mają bowiem wpływ także utarte szlaki migracyjne, czyli wcześniejsze emigracje osób, które niejako przetarły szlaki i dzielą się tą wiedzą ze znajomymi czy osobami bliskimi z okolicy. Dotyczy to głównie regionów, z których mieszkańcy emigrowali jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii. Dla przykładu w Dąbrowie Tarnowskiej sytuacja młodych na rynku pracy jest również bardzo trudna i tam wyjazdów jest znacznie więcej.

Zawody: gdzie jest deficyt, a gdzie nadwyżka?

Według przeprowadzonego w 2014 r. badania „Barometr zawodów” w Małopolsce jest deficyt pracowników w następujących profesjach: diagnosta samochodowy, kierowca samochodów ciężarowych, samodzielny księgowy, szef kuchni oraz pracownik ds. księgowo-finansowych ze znajomością języków obcych.

Zdecydowanie więcej jest zawodów, w których występuje nadwyżka. Problem ze znalezieniem pracy mogą mieć m.in. architekci krajobrazu, plastycy, ekonomiści, chemicy, kelnerzy i barmani, nauczyciele, pedagodzy, historycy, filozofowie, sprzedawcy i kasjerzy.

 

Marian Gamrat:

Chciałbym jednak dodać, że to, iż ponad 30% osób do 25. roku życia nie ma pracy, stanowi problem, z którym borykają się także inne regiony Polski. Nie dziwmy się, że młodzi decydują się na emigrację zarobkową. Ona sama w sobie nie jest zła, ponieważ może przynieść duże korzyści. Jeżeli młodzi ludzie już w szkołach ponadgimnazjalnych uzyskaliby wiedzę lub umiejętności potrzebne do pracy w zawodzie, to emigracja zarobkowa mogłaby stać się świadomym wyborem, a nie przykrą koniecznością. Jeśli mamy odpowiednie wykształcenie i umiejętności, to zarówno tutaj, w kraju, jak i za granicą znajdziemy swoje miejsce i zadowolenie z pracy oraz godziwą gratyfikację finansową.

Nie możemy więc krytykować samego zjawiska emigracji, jeśli pozwala ono rozwinąć skrzydła młodym ludziom i odnaleźć swoją drogę.

Dariusz Marczewski:

Zgadzam się. Gorzej, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na stałe. Niech jeżdżą na rok, na dwa, niech nabędą doświadczenia, umiejętności, obycia w świecie. Ale naszym zadaniem jest to, by zachęcić ich do powrotu. To jest zadanie nie tylko dla samorządu, ale dla całego rządu.

Osoby, które wyemigrowały, są dla nas cenne: to często ludzie młodzi, którzy nabrali doświadczenia, zarobili pieniądze, nauczyli się dodatkowo języka, są bardziej przedsiębiorczy i pewnie też bardziej chętni do pracy, bo za granicą nikt im nie zapłaci za obijanie się. Emigracja zarobkowa daje więc wiele korzyści, ale musimy się starać, by zachęcić te osoby do powrotu.

Krzysztof Tenerowicz:

Kim jest typowy Polak, który wyemigrował? Dawniej panował stereotyp, że są to ludzie niewykształceni, którzy podejmują się najgorzej płatnych prac. Ostatnie badania wskazują jednak, że coraz więcej specjalistów decyduje się na emigrację zarobkową.

Anna Frączkiewicz:

Niestety w urzędach pracy taki monitoring nie jest prowadzony. Nie jest po prostu technicznie możliwe, by to kontrolować. Staraliśmy się swego czasu policzyć odsetek osób, które wróciły z zagranicy i zarejestrowały się w urzędzie pracy, ale okazało się, było ich mniej niż 100. Próbowaliśmy też policzyć te osoby w inny sposób, ale nie przyniosło to pożądanych rezultatów.

Mamy oferty pracy za granicą, ale prawie nikt z nich nie korzysta. Emigracja zarobkowa odbywa się więc w głównej mierze poza tymi formalnymi drogami. Częściej emigrujący szukają pracy poprzez znajomych lub wyjeżdżają zupełnie „w ciemno”. Każdy z nas na pewno zna takie przypadki, natomiast jest to zjawisko niestety nierejestrowane, nie można więc stworzyć statystyk i profilu emigranta.

Adam Biernat:

Taki profil polskiego emigranta jednak istnieje. Pozwolę go sobie omówić pokrótce.

Statystyczny emigrant to najczęściej osoba w wieku 20–39 lat. Taki przedział wiekowy obejmuje 60% emigrujących. Osoby te nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji na rynku pracy, więc istnieje ryzyko, że gdy wyjadą i za granicą wyrobią sobie tę pozycję, to bardzo trudno będzie je namówić do powrotu. Ciekawa jest też rosnąca grupa emigrantek wieku 60+. Nie wiadomo jednak, czy są to kobiety, które wyjeżdżają pracować, czy przeszły na emeryturę i wyjeżdżają opiekować się kimś, np. z rodziny.

Co do wykształcenia, to rzeczywiście wyjeżdża coraz więcej specjalistów – obecnie 23% emigrantów stanowią osoby z wykształceniem wyższym. Ponieważ jednak wyjazd za granicę wiąże się z koniecznością poznania obcego języka, stąd może taka nadreprezentacja osób z wykształceniem wyższym. Sporo jest też osób z wykształceniem średnim – 44%.

Jeśli chodzi o przyczyny emigracji, to 73% osób wyjeżdża w celach zarobkowych. Pozostałe przyczyny stanowią sprawy rodzinne, czyli łączenie rodzin, których wyjazd rozdzielił, a także studia i edukacja.

Jeśli chodzi o kraje, do jakich najczęściej Polacy emigrują, to ciągle dominuje Wielka Brytania, a za nią plasują się Niemcy, spada z kolei udział Irlandii – wyjeżdża tam tylko ok. 7,5% emigrujących osób. Na 5–6 miejscu znajdują się zaś Holandia i Norwegia.

Co ciekawe, 77% migrantów przebywa poza Polską dłużej niż 7 miesięcy. Jest to dość niepokojące, jako że statystycznie im dłuższy pobyt za granicą, tym mniejsza szansa na powrót do kraju przez taką osobę. Taki pobyt często przekształca się w pobyt stały.

Ze spisu powszechnego wynika także, że jeden migrant przypada na co dziesiąte gospodarstwo domowe. W świetle tej statystyki nie jest dziwne powszechne przekonanie, że każdy z nas zna jakiegoś emigranta. Zwykle mamy przecież co najmniej 10 znajomych rodzin.

Uczestnicy debaty zapoznali się z prezentacją przygotowaną przez Instytut Łukasiewicza

 

Krzysztof Tenerowicz:

Pracodawcy coraz częściej narzekają, że z trudem przychodzi im znalezienie dobrego pracownika. Postawię nieco prowokacyjną tezę: czy nie jest tak, że emigrują właśnie osoby najbardziej aktywne, najbardziej mobilne, najbardziej zdeterminowane w szukaniu dobrej pracy?

Dariusz Marczewski:

Z pewnością! Nie każdy ma odwagę zostawić miejsce, w którym mieszka, gdzie się wychował i ma rodzinę, i wyjechać za pracą do innego kraju. Na pewno są to osoby odważne i bardzo zdeterminowane. Ale osoby te również z upływem czasu, choć oczywiście nie wszystkie, wracają. Urzędy pracy oferują obecnie dotacje na założenie działalności gospodarczej i wśród osób, które występują po te dotacje, są też właśnie emigranci, którzy wrócili z zagranicy. Osoby te wracają z bagażem doświadczeń, wiedzą i z zaoszczędzonymi pieniędzmi, które chcą przeznaczyć na otwarcie własnej firmy.

Plusów emigracji jest więc bardzo dużo. Pytanie sprowadza się do tego, co zrobić, by ludzie, którzy wyjechali za granicę, chcieli wrócić do kraju. To jest duże wyzwanie.

Marian Gamrat:

Mówimy o zaletach emigracji, ale nie zapominajmy, że jest również druga strona tego medalu. W powiecie, w Centrum Pomocy Rodzinie, spotykamy się z tzw. eurosierotami. Proszę Państwa, to jest tragedia. Musimy tworzyć rodziny zastępcze dla dzieci, dla młodzieży, których rodzice wyjechali za granicę.

Krzysztof Tenerowicz:

Dochodzi do tego, że niepełnoletnie dzieci opiekują się młodszym rodzeństwem.

Marian Gamrat:

Tak, tak bywa w praktyce. Ale ja mówię też o sytuacji prawnej, która polega na tym, że w rodzinie nie ma już dziadka ani babci, rodzice wyjechali, i z punktu widzenia prawa nie ma kto sprawować opieki nad dziećmi. To powoduje, że musimy szukać rodzin zastępczych, i jest to niestety bardzo negatywny, uboczny koszt emigracji zarobkowej.

Średnia wieku w powiecie miechowskim wynosi obecnie 40 lat. Rywalizujemy w tej niechlubnej statystyce jeszcze tylko z Suchą Beskidzką. Przyczyny tego stanu są złożone. Na pewno duży wpływ ma to, że wyjeżdżają młodzi, a przyjeżdżają do naszego cichego, spokojnego powiatu ludzie starsi i tutaj kupują domki.

Ewa Wojciechowicz:

Emigracja sprawia, że dochodzi do wielu tragedii, które potem nagłaśniane są przez media. Niedawno do tragedii doszło w Słomnikach – w jednym przypadku dziewczyna, w innym chłopiec popełnili samobójstwo, ponieważ nie poradziły sobie w codziennym życiu bez rodziców, którzy wyjechali. Myślę, że te rozbite rodziny należałoby znajdywać i otaczać odpowiednią opieką, zapewnić im specjalną kuratelę.

Uważam, że młodych ludzi mamy wspaniałych. Zazdroszczę im, że wyjeżdżają. Ja w ich wieku nie byłam na tyle odważna. Oni natomiast znają języki i świetnie się odnajdują w rzeczywistości unijnej. Oczywiście, są przypadki, że także na emigracji młodzi mają trudności ze znalezieniem pracy, ale z upływem czasu jakoś sobie radzą i nawet mimo pierwszych niepowodzeń zostają tam i nie chcą wracać do Polski. Przyzwyczają się do dobrego, bo wiadomo, że jeżeli jest praca i są świetne zarobki, to nie powodu, by wracać.

Krzysztof Tenerowicz:

Jak więc zachęcić Polaków do powrotu?

Tomasz Belica:

Jeśli Polak pracujący za granicą nie ma gwarancji pracy w Polsce, a ma pracę na Zachodzie, to nie wróci dobrowolnie. Jak więc zachęcić? Chyba odgórnie, tworząc warunki na rynku pracy, które będą na tyle atrakcyjne, że zachęcą Polaków do powrotu.

Emigranci ciągle przesuwają czas powrotu do Polski

Socjologowie nazywają ten stan długotrwałą tymczasowością – Polacy przez wiele lat żyją za granicą i cały czas przesuwają decyzję o powrocie do ojczyzny. Boją się problemów ze znalezieniem pracy, obniżenia poziomu życia i zetknięcia się z rzeczywistością, którą kiedyś zostawili.

Osoby wyjeżdżające z kraju zwykle zakładają, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Chcą zarobić na mieszkanie czy spłatę kredytu. Po osiągnięciu tego celu często wyznaczają sobie jednak nowy, a w efekcie emigracja się przedłuża. Zdaniem socjolog dr Danuty Berlińskiej z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Opolskiego do powrotu nie przekonuje Polaków nawet malejąca powoli różnica w zarobkach (np. między Polską i Niemcami). – Dla migrantów, którzy przez jakiś czas mieszkają za granicą, ważna zaczyna być też jakość życia. W prowadzonych podczas badań wywiadach często pojawiają się stwierdzenia, że choć wykonywana praca bywa ciężka, to życie w Niemczech czy Holandii jest łatwiejsze, mniej stresujące i odbywa się według bardziej czytelnych reguł. W Polsce migrantom przeszkadza m.in. fiskalizm czy przerost administracyjnych procedur. Wskazują też na wyższe ryzyko i niepewność życia – mówi dr Berlińska w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Właśnie relatywnie większa stabilność i ciągle jeszcze znacząca różnica w wynagrodzeniach rekompensują Polakom niedogodności związane z życiem na obczyźnie. – Według szacunków Narodowego Banku Polskiego w ostatnich latach Polacy przekazują do kraju w ramach zagranicznych transferów finansowych ok. 17 mld złotych rocznie – wskazuje socjolog.

Adam Biernat:

Jeśli miałbym Państwa kolegom i znajomym powiedzieć: „Ależ wracajcie, na pewno znajdziecie pracę”, tobym tego nie powiedział. Ja przecież pracy nie zapewnię, podobnie jak samorząd powiatu ani urząd pracy. Musimy pamiętać, że urząd pracy sam w sobie nie kreuje miejsc pracy. On łączy jedynie odpowiednią ofertę z odpowiednią osobą. Jeżeli na lokalnym rynku pracy nie ma pracodawców, to urząd pracy tych ofert nie stworzy.

Uważam jednak, że dobrą zachętą do powrotu jest informowanie o możliwościach. Przykładowo Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie oferuje dwie konkretne usługi. Po pierwsze umożliwiamy doradztwo zawodowe online – służy do tego nasza strona: wup-krakow.pl. Osobom przebywającym za granicą oferujemy kontakt mailowy czy nawet przez Skype’a. Zapewniamy kontakt z doradcą zawodowym, który może zwrócić się do odpowiedniej instytucji, pomóc wykonać pierwsze kroki przed przyjazdem itd.

Po drugie zaś, wracając po okresie zatrudnienia za granicą, można transferować zasiłek. Większość osób, które wracają do Polski i rejestrują się w urzędzie, otrzymują zasiłek w takiej wysokości, w jakiej przysługuje w Polsce. Tymczasem istnieje możliwość otrzymywania zasiłku z zagranicy. Wiem, że to wymaga znajomości języka, obycia z tamtejszymi urzędami i spełnienia odpowiednich wymogów, ale informowanie o takich możliwościach przekłada się na znacznie wyższe korzyści finansowe dla osoby, która wraca do Polski. Co więcej, osoba ta otrzymuje zasiłek bezpośrednio po powrocie. Warunkiem uzyskania polskiego zasiłku jest natomiast potwierdzenie okresu pracy za granicą, co czasem może zająć sporo czasu – polski urząd musi się skontaktować np. z angielskim, wysłać odpowiednie dokumenty itd.

Osoby myślące o powrocie do Polski zachęcam zatem do kontaktu z doradcą lub z inną instytucją pomocową, a także do załatwienia sobie wszystkich dokumentów potwierdzających pracę za granicą. Takim świadectwem pracy jest formularz unijny U1, który potwierdzi staż pracy i ułatwi późniejsze uzyskanie zasiłku.

Krzysztof Tenerowicz:

Zachęcamy młodzież do zadawania pytań.

Licealistka:

Pan Starosta powiedział, że żeby znaleźć pracę, trzeba zdobyć dobry zawód. Jakie Pana zdaniem są te zawody, które dadzą nam gwarancję zatrudnienia?

Marian Gamrat:

Oczywiście każdy z Was podejmie prawdopodobnie inny zawód. Ale kilka wskazówek jest wspólnych, by zagwarantować sobie dobrą przyszłość.

Po pierwsze trzeba robić to, co się lubi. Jedną z gorszych rzeczy, jaka może się przydarzyć człowiekowi, to wstawać każdego ranka z myślą, że trzeba pójść do pracy, która nie sprawia przyjemności. Po drugie trzeba być fachowcem w swojej profesji. Pracując jako specjaliści, musicie oferować najwyższy poziom jakości.

Oczywiście przyda się też nieco szczęścia przy wyborze zawodu. Żyjemy w takich czasach, w których trudno powiedzieć, czy dany zawód będzie miał przyszłość i czy będzie potrzebny społecznie. Trzeba założyć, że nie ma osób, które całe życie pracują w jednym zawodzie. Dlatego pamiętajcie, by ciągle się uczyć i zdobywać nowe umiejętności, bo może nadejść czas, w którym niespodziewanie zostaniecie zmuszeni do zmiany zawodu.

Dariusz Marczewski:

Myślę, że zastanawiając się nad swoją karierą zawodową, warto też spojrzeć do różnych rankingów zawodowych, jak np. „Barometr zawodów”. One wskazują, na które zawody będzie popyt na rynku pracy w perspektywie kolejnych kilku lat. Warto też zaglądać na strony instytucji rynku pracy, urzędów pracy czy inne miejsca w sieci, gdzie można zapoznać się z tego rodzaju informacjami.

Myślę, że my w powiecie miechowskim nie powinniśmy na siłę zatrzymywać młodych ludzi i tworzyć tu miejsc pracy. Oczywiście, wszyscy bardzo byśmy chcieli, żeby młodzi ludzie znaleźli pracę w Miechowie czy w powiecie miechowskim, ale jeśli spojrzymy na tendencje na zachodzie Europy, to niewielkie miasta takie jak Miechów zlokalizowane wokół innego większego miasta – w naszym przypadku jest to Kraków – są miastami subregionalnymi, w których wiele osób mieszka i przede wszystkim spędza wolny czas. Właściwszym miejscem pracy jest natomiast zawsze ta duża aglomeracja, czyli Kraków. Rozwiązaniem jest więc odpowiednie skomunikowanie mniejszych miejscowości z Krakowem, tak by dotarcie do pracy nie zajmowało wiele czasu.

Często powołujemy się na przykład Niepołomic, które są równie niewielkim miastem, ale za to bardzo bogatym. Pamiętajmy jednak, kiedy i z czego wziął się sukces Niepołomic. On ma swoje źródła w początkach lat 90., kiedy ktoś podjął słuszną decyzję, by przygotować te tereny na inwestycje z Zachodu. W rezultacie firmy zaczęły się lokować w Niepołomicach i dzisiaj to mieszkańcy Krakowa jeżdżą pracować do Niepołomic.

Anna Frączkiewicz:

Zgadzam się z Burmistrzem i Panem Starostą: uczcie się tego, czego lubicie się uczyć. Co roku powstają nowe zawody, jeszcze nienazwane i nieopisane. Zawsze też będzie praca dla dobrego kucharza, dobrego fryzjera czy dobrego murarza. Warunek jest jeden: trzeba być w swoim zawodzie dobrym. Wtedy wytrzyma się każdą konkurencję. A sam rodzaj zawodu nie ma większego znaczenia.

Nie sugerujcie się więc jedynie rankingami zawodów, które dzisiaj są najpopularniejsze, bo za rok, dwa wszystko może się zmienić. To, że dzisiaj jest potrzebny inżynier informatyk, nie znaczy, że będzie on potrzebny za 2 lata. Zanim ukończycie odpowiednie studia, na rynek pracy może wejść tylu inżynierów w Waszej dziedzinie, że dany zawód przestanie być atrakcyjny.

Krzysztof Tenerowicz:

Przykładem sprzed kilku lat może być boom edukacyjny na zawody prawnicze.

Anna Frączkiewicz:

Albo zarządzanie czy marketing. Nagle okazało się, że mamy bardzo wielu ekonomistów. W efekcie wielu z nich nie ma w tej chwili pracy.

Ewa Wojciechowicz:

Zgadza się. W Polsce jest słabo rozwinięta orientacja zawodowa. Istnieje nadprodukcja w wielu zawodach. Młodzież nie znajduje zatrudnienia, ponieważ rokrocznie jest zbyt wielu absolwentów na pewnych kierunkach w stosunku do potrzeb rynku pracy.

Od lewej: Paweł Osikowski (członek Zarządu Powiatu Miechowskiego), Ewa Wojciechowicz (przewodnicząca Rady Powiatu Miechowskiego), Krzysztof Tenerowicz (moderator debaty)

 

Krzysztof Tenerowicz:

Co roku także 50 000 ekonomistów i pedagogów opuszcza mury polskich uczelni, gdy tymczasem jasne jest, że nie znajdą pracy w zawodzie.

Paweł Osikowski:

Po 1989 r. załamała się – czy raczej skomplikowała – sytuacja gospodarcza kraju, a w efekcie drastycznie zaczął się zmieniać rynek pracy i zaczęło przybywać bezrobotnych. W latach 90. położono nacisk na studia, a zapomnieliśmy o zawodach podstawowych i szkolnictwie zawodowym. Problem ten dotknął także powiatu miechowskiego, w którym zlikwidowano szkoły zawodowe. Skoro pracodawcy nie szukali pracowników z wykształceniem zawodowym, to nikt ich nie uczył. Myślę jednak, że jednym z plusów naszego pobytu w UE jest to, że Unia Europejska szanuje wszystkie zawody. Powoli również my sobie to uświadamiamy.

Chciałem się odnieść do tego, że sam byłem na praktyce zawodowej w Szwajcarii i mam pewne doświadczenie z emigracji. Wówczas zaobserwowałem to, co u nas zaprzepaszczono kilka lat temu. Jeśli w Szwajcarii rolnik kształcił syna, to chciał, żeby i on został na polu. U nas rolnik powiedziałby: „Synu, uciekaj, bo na wsi nie ma przyszłości”.

Myślę, że nasze 10 lat w Unii sprawiło, że akurat branża rolnicza ma jeszcze przyszłość. Rehabilitowane są też inne zawody, takie jak elektryk czy hydraulik, których do niedawna nikt nie chciał się podejmować, a nawet się do nich przyznawać, jeśli już je wykonywał. Z hydraulika przez ostatnie lata wręcz się naśmiewano. W Szwajcarii ktoś, kto hoduje krowy, nie wstydzi się na samochodzie wozić reklamy mówiącej, że jest hodowcą krów. Każdy tam się promuje i reklamuje to, w czym jest specjalistą.

Ale myślę, że te czasy mamy za sobą i szkolnictwo się przystosuje. Pozbyliśmy się już przekonania, że tylko wyższe wykształcenie da pewną pracę. Dyrektorzy szkół elastycznie podchodzą do zmian na rynku pracy, zwłaszcza u nas, w powiecie miechowskim. Szukają takich kierunków i zawodów, które zarówno na rynku polskim, jak i europejskim będą mogły dać pracę młodym ludziom.

A skąd się wzięła emigracja? Moim zdaniem wszystkie dotychczasowe rządy traktowały po macoszemu sprawy wykształcenia i rynku pracy, a to sprawiło, że młodzi ludzie zaczęli wyjeżdżać. W ostatnim czasie dużo się mówi o umowach śmieciowych, a te nie dają żadnych gwarancji zatrudnienia w dłuższym okresie. Gdyby nie było umów śmieciowych, to może młodzi ludzie nie musieliby wyjeżdżać, bo znaleźliby normalne etaty.

Takich problemów rynku pracy, których dotąd nie rozwiązano, jest więcej. Żeby zwiększyć zatrudnienie u pracodawców, trzeba by pomyśleć nad obniżeniem składem do ZUS-u. O tym się mówi od dawna. Powtarzają to kolejne rządy, tymczasem składka z roku na rok jest coraz wyższa. To z kolei sprawia, że szara strefa w Polsce jest bardzo duża. Wielu młodych ludzi podejmuje taką pracę, bo pozwala ona chociaż co nieco zarobić. Ale to jest niestety praca bez przyszłości.

Anna Frączkiewicz:

Są jednak pewne tendencje wynikające z postępu technologicznego czy technicznego, z procesów demograficznych czy ze sposobu życia ludzi, które mogą wskazywać na to, jak będą kształtowały się potrzeby społeczeństwa i jakie w związku z tym będą potrzebne zawody. Przykładem jest fakt starzenia się społeczeństw europejskich. To wskazuje, że prawdopodobnie będzie popyt na lekarzy gerontologów, opiekunów osób starszych czy pielęgniarzy. Z kolei widać, że przyrost naturalny jest niski, więc na pewno będzie potrzebnych mniej lekarzy pediatrów czy nauczycieli.

Publiczność debaty, m.in. uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki oraz Zespołu Szkół nr 1 i nr 2 w Miechowie

 

Licealistka:

Zgadzam się z tym, że warto robić to, co się lubi, ale jako uczennica drugiej klasy liceum obawiam się, że gdy ukończę studia, nie będę miała pracy w zawodzie, który chcę wykonywać, a nawet jeśli ją zdobędę, to nie będę mogła żyć na godnym poziomie. Studia, jakie planuję, to filologia angielska, ale spotykam się z opiniami, że już teraz anglistów jest zbyt wielu.

Marian Gamrat:

Filologia angielska to bardzo dobry wybór i na pewno umożliwi pracę w zawodzie. Natomiast aby zwiększyć swoje szanse, warto postarać się o dodatkowe umiejętności, które będą wyróżniać Panią spośród innych anglistów.

Myślę też, że nie warto zakładać od razu, że po studiach na pewno będzie źle. Trzeba zakładać, że będzie OK. Bo jeżeli na starcie założymy, że praca będzie zła, nisko płatna i nie zdołamy utrzymać siebie i rodziny, to z takim podejściem faktycznie trudno będzie znaleźć lepszą pracę. Więcej optymizmu zatem!

Paweł Osikowski:

Zgadzam się. Przytoczę przykład mojej koleżanki. Ona również jest po anglistyce. Po studiach wyjechała z mężem do Hiszpanii, gdzie dodatkowo nauczyła się hiszpańskiego, a ostatnio, jak przyjechała do nas w odwiedziny, powiedziała, że uczy się rosyjskiego. A w tej chwili ma 40 lat! Innymi słowy, nikt nie wie, co będzie za kilka lat, dlatego musimy kształcić się przez całe życie. To pozwoli nam dopasować się do zmieniających się realiów rynku pracy.

Uczeń z publiczności:

Jednym z negatywnych skutków emigracji jest wspomniane przez Państwa eurosieroctwo. Rodzice, którzy w związku z bezrobociem decydują się na stały pobyt za granicą, oddają dzieci pod opiekę bliższej czy dalszej rodziny. Jakie działania na rzecz pomocy takim dzieciom może państwo zaoferować na szczeblu gminy, powiatu i województwa?

Dariusz Marczewski:

Musimy pamiętać, że wchodząc do UE, zdecydowaliśmy się na zasady, które tam obowiązują. Jedną z nich było to, że otworzyliśmy się na jeden wspólny rynek, który musiał sprawić, że część siły roboczej wyemigruje z Polski. Z tym oczywiście wiąże się wspomniany problem eurosierot. Spotykamy się z nim zarówno w instytucjach powiatowych – w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie – czy również w gminnym ośrodku pomocy społecznej. Im dłużej będzie trwała emigracja zarobkowa w danej rodzinie, tym dłużej ten problem będzie się nasilał. I niestety w żaden sposób nie możemy temu przeciwdziałać poza tworzeniem w Polsce takich warunków pracy, by rodzice nie musieli opuszczać kraju i zostawiać dzieci.

Marian Gamrat:

Jedynym, doraźnym rozwiązaniem jest instytucja rodziny zastępczej. Rodzina zastępcza jest wspomagana finansowo przez miejskie ośrodki pomocy rodzinie i Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Jeżeli w rodzinie zostanie zdiagnozowana taka sytuacja, o której mówimy, podejmujemy działania, żeby pomóc dzieciom i zapewnić im odpowiednie warunki bytowe. Nie zawsze to bowiem tak pięknie wygląda, że rodzice wyjeżdżają za granicę i przysyłają pieniądze na utrzymanie dzieci. Są sytuacje, kiedy rodzicom nie uda się za granicą i dzieci są pozbawione pomocy materialnej.

Również poradnie psychologiczne funkcjonujące w strukturach powiatu są w stanie udzielić odpowiedniej pomocy dzieciom pod kątem odpowiedniego funkcjonowania w społeczeństwie w sytuacji, w jakiej się znalazły.

Tomasz Belica:

Mówimy tutaj o eurosierotach, ale jest też kwestia ludzi starszych, rodziców, dziadków, którzy zostają w kraju. Młodzież wyjeżdża, a gdy starsi ludzie stają się niedołężni, nie ma przy nich bliskich, którzy mogliby się nimi zaopiekować.

Dariusz Marczewski:

Tak, to jest problem, który będzie się nasilał. Opieka, którą może zagwarantować siostra PCK, jest niewystarczająca. Jako gmina w ciągu roku wydajemy 800 000 zł na utrzymanie osób starszych w domach pomocy społecznej. Jeszcze 3–4 lata temu tych osób było ok. 20, dziś – już ponad 40. Być może nie można wiązać tego wprost z emigracją, ale z pewnością może ona ten problem nasilać.

Krzysztof Tenerowicz:

Czy kondycja polskich rodzin poprawia się za sprawą środków wysyłanych przez bliskich z zagranicy?

Anna Frączkiewicz:

To, czy poprawiła się kondycja polskich rodzin za sprawą środków, który spłynęły od osób pracujących za granicą, można by zbadać, porównując uruchamianie środków z Funduszu Pracy. Te środki nadal są raz większe, raz mniejsze, więc skłonna byłabym dojść do wniosku, że niewiele się zmieniło na rynku pracy z racji transferu pieniędzy z zagranicy. Nawet jeżeli dotarło do nas te 40 mld euro, to zostały one raczej wydane na dobra trwałe, a nie przełożyły się na codzienny byt.

Konkludując, nawet jeśli emigracja zarobkowa dla pewnych osób przynosi korzyści, to dla samego powiatu miechowskiego jest to zjawisko w gruncie rzeczy tragiczne. Mamy coraz mniej osób w wieku produkcyjnym, za granicę wyjeżdżają osoby, które mogłyby pracować w rodzinnych stronach, a dodatkowo na problem emigracji nakłada się brak przyrostu naturalnego.

 

Prezentacja Miechów 15.05.2014

Audycja „Polak na unijnym rynku pracy. Jak emigracja zarobkowa wpływa na życie i kondycję materialną małopolskich rodzin?”

Pobierz