9 czerwca 2014: w Myślenicach rozmawialiśmy o tym, czy polscy i małopolscy przedsiębiorcy są konkurencyjni na europejskim rynku

RYNEK-PRACY

Nasz kraj należy do najbardziej przedsiębiorczych w Europie – wynika z danych Komisji Europejskiej. Według szacunków w Polsce w 2013 roku funkcjonowało ok. 1,54 mln firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw (tj. zatrudniających do 9 osób). W skali unijnej Polska uplasowała się pod tym względem na piątej pozycji (po Włoszech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Francji). Poza pierwszą piątką w pozostałych krajach unijnych liczba małych i średnich firm nie przekracza miliona.

Na tysiąc mieszkańców w Polsce przypada czterdzieści firm, co daje nam pod tym względem 14. miejsce w Europie. Jeszcze 10 lat temu głównym czynnikiem skłaniającym Polaków do zakładania własnych firm był brak pracy. Dziś sytuacja zmieniła się – z badań Fundacji Initium wynika, że aż 78 proc. młodych Polaków jeszcze na studiach myśli o założeniu własnej działalności gospodarczej. Po zdobyciu dyplomu część z nich rezygnuje obawiając się nadmiernej biurokracji i kosztów na początku. Niektórzy decydują się jednak pracować na własny rachunek i odnoszą sukces.

Polskie i małopolskie firmy coraz śmielej wychodzą poza granice kraju. Maspex Wadowice, Fakro czy Oknoplast są najlepszym przykładem na to, że Made in Poland to dziś nie powód do wstydu. Firmy wysyłają swoje towary do różnych krajów Europy i – co ważne – robią to pod własnym logiem. To dowód na to, że nasi przedsiębiorcy chcą i mogą być konkurencyjni na europejskim, a nawet światowym rynku.

Od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej powstało wiele nowych, małych firm. Umożliwiają to unijne dotacje. Małopolanie dobrze wykorzystali szansę, jaką dała im Unia. – Fundusze są dla ludzi aktywnych. W ich ramach zostało uruchomionych 2000 nowych firm, które zapewniają wielu rodzinom możliwość egzystencji. Możemy pochwalić się przykładami. Mamy około 2000 dotacji dla firm w Małopolsce. Wiem, że to niewielki odsetek, ale te firmy zanotowały gigantyczny wzrost inwestycji, zwiększyły bazę usługową i produkcyjną. One są przygotowane do ekspansji – mówił Marek Sowa, marszałek województwa na antenie Radia Kraków.

Na jakich rynkach mogą skutecznie konkurować polscy i małopolscy przedsiębiorcy? Którym firmom udało się osiągnąć sukces na skalę europejską w ciągu ostatniego dziesięciolecia? Co zrobić, by być bardziej konkurencyjnym na unijnym rynku? Jak mogą w tym pomagać samorządy? Na te pytania szukali odpowiedzi uczestnicy debaty w Myślenicach.

W spotkaniu udział wzięli:

  • Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice
  • Rafał Solecki, dyrektor Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości
  • Józef Tomal, starosta myślenicki
  • Wiktor Kielan, radny miejski Myślenic

Debacie, która odbyła się w Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu, przysłuchiwało się ok. 80 osób, m.in. uczniowie Zespołu Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Myślenicach wraz z dyrektorem Jerzym Kosińskim oraz uczniowie Zespołu Szkół im. Andrzeja Średniawskiego.

Partnerem debaty był Urząd Miasta i Gminy Myślenice.

Krzysztof Tenerowicz:

Jak oceniacie Państwo ostatnie 10 lat polskiego biznesu i jakie perspektywy mają małopolskie firmy na rynkach europejskich?

Maciej Ostrowski:

10 lat w Unii Europejskiej dla przedsiębiorców z gminy Myślenice to był dobry okres. Już w 2003 r. rada miejska zaczęła się przygotowywać do absorbcji środków na pomoc dla przedsiębiorców. Powołaliśmy wtedy Myślenicką Agencję Rozwoju Gospodarczego. Dość dużo firm skorzystało z tych środków, m.in. Plast-Dach, Wiech, Kebab Turcja czy Zibet, zajmujący się przetwórstwem w betonie. Jest też firma Ryś Meble, która niedawno rozpoczęła potężną produkcję, ale – co ciekawe – nie mebli, tylko grawerunku w szkle w 3D. To druga firma na świecie, która zajmuje się tego rodzaju działalnością. Z tego, co wiem, Ryś Meble otrzymało 40 mln zł dotacji z UE, a sami mają jeszcze wyłożyć 30 mln zł i wybudować nowy zakład pracy w Polance.

Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice

Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice

Ostatnio zlokalizowała się też duża firma, która zatrudnia ok. 1000 osób i ma ok. 10 000 m2 hal, ale dotacji nie mogła otrzymać, ponieważ UE daje pieniądze przede wszystkim na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw oraz na rozwój konkurencyjności. Wszystkie zresztą firmy zagraniczne, które kilka czy kilkanaście lat temu otworzyły swoje siedziby, nie korzystały z dofinansowania z UE, a chciały jedynie uzyskać tanią siłę roboczą. W ostatnich latach wzrosły zarobki w Polsce i już nie jesteśmy atrakcyjni dla firm zagranicznych jak dawniej. W tym czasie na znaczeniu zyskały jednak właśnie firmy polskie, które otrzymały dofinansowanie z UE.

Łącznie w Myślenicach ponad 100 firm dostało dofinansowanie. Pytanie, co będzie z nimi dalej? W zależności od programu, z którego przedsiębiorstwo otrzymało dotację, musi ona zostać wydatkowana w pewnym okresie. Czy po jego upływie te firmy będą konkurencyjne gospodarczo i zdołają utrzymać się na rynku? To dopiero się okaże w najbliższych latach. Niestety już teraz często bywa tak, że firma działa tylko przez wymagany okres, najczęściej rok, i z chwilą upływu tego terminu przedsiębiorca kończy działalność.

Inny problem, dotyczący nie tylko myślenickich przedsiębiorców, ale firm w całej Polsce, to niewielka liczba rejestrowanych patentów. W porównaniu do innych krajów zgłaszamy zbyt mało wynalazków. Współpracowaliśmy niedawno w gminie z firmą „Sigma” z Lublina, która ma kilka patentów i cały czas składa wnioski o kolejne. To przedsiębiorstwo, które prowadzi innowacyjne projekty, np. tworzy małe wiatraki przydomowe. Jak wyjaśnili nam przedstawiciele tej firmy, przepisy prawa podatkowego w Polsce nie są po prostu przychylne dla przedsiębiorców i nie wspierają uzyskiwania patentów.

95 polskich patentów w 2013 roku

Europejski Urząd Patentowy zarejestrował w ubiegłym roku 95 polskich wynalazków. W 2013 roku Polacy zwracali się do niego 510 razy o przyznanie patentu, czyli o 3 proc. mniej niż w 2012 roku.

Dla porównania Niemcy w 2013 roku zgłosili się do EUP 32 tys. razy, otrzymując ok. 13,5 tys. patentów.  Francuzi ubiegali się o patent 12,5 tys. razy, w blisko 5 tys. przypadków z dobrym skutkiem. Brytyjczycy mieli 6,5 tys. zgłoszeń i ponad 2 tys. patentów. Porównywalna wielkością z Polską Hiszpania otrzymała blisko 400 patentów. Czechy otrzymały 67 patentów, a Węgrzy 49. Słowenia skutecznie zarejestrowała 52 wynalazki.

Rafał Solecki :

Ewidentnie z każdym rokiem widoczny jest wyraźny wzrost zainteresowania środkami unijnymi i przedsiębiorczością w ogóle. O ile w pierwszej perspektywie finansowej, gdy Polska przystąpiła do UE, łącznie zaledwie kilkaset małopolskich projektów otrzymało dofinansowanie unijne, o tyle w tym miesiącu w imieniu Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości i zarządu województwa małopolskiego będę podpisywał dwutysięczną umowę. To oznacza, że już 2000 firm z mikrosektora małych i średnich dostało bezzwrotną dotację!

Jeśli zaś chodzi o wspomnianą przeżywalność firm, to ostatnio widziałem prezentację wojewódzkiego urzędu pracy, która obrazowała ten problem. Jeden z wykresów przedstawiał żywotność nowo otwartych firm. O ile przez pierwsze 12 miesięcy większość z nich działała, o tyle w 13. miesiącu następował drastyczny spadek. To dlatego, że warunkiem uzyskania dotacji było prowadzenie działalności przez 12 miesięcy. Gdy wymóg ten został spełniony, przedsiębiorca od razu zamykał działalność. Mało tego! Rozmawialiśmy także z doradcami, do których zwracali się ci przedsiębiorcy. Jak się okazało, radzili się ich, jak szybko mogą zamknąć działalność i otworzyć kolejną, na którą dostaliby dotację. Takie przypadki nie powinny mieć miejsca, bo to nie ma żadnego związku z przedsiębiorczością.

Coraz częściej mówi się więc o tym, by odejść od formuły dotacji na rzecz instrumentów zwrotnych, czyli pożyczek. Obecnie trwają prace nad tego typu zmianami. Wiadomo już, że główna zmiana w dofinansowaniach z UE będzie polegać na tym, że osoba, która nie ma działalności gospodarczej, a chce ją założyć, zapewne nie otrzyma dotacji. Przedsiębiorca będzie mógł natomiast otrzymać pożyczkę na lepszych warunkach niż w banku komercyjnym. Takie rozwiązanie sprawi, że wnioski o dofinansowanie będą bardziej przemyślane. Jeżeli wnioskujący będzie miał świadomość tego, że musi oddać otrzymane pieniądze, to z pewnością nie porwie się z motyką na słońce.

Józef Tomal:

Trudno się dziwić, że Polacy korzystali z tych dotacji, skoro państwo i UE zaproponowało takie, a nie inne warunki ich otrzymywania. Należy jednak zauważyć, że nie odbiegamy od średniej unijnej, jeżeli chodzi o przeżywalność nowych przedsiębiorstw, które otrzymały dotację. Nie zawsze wynikało to ze złej woli ludzi, ale z tego, że młodzi ludzi mieli pomysł na biznes, ale nie był on na tyle innowacyjny, by firma przetrwała na rynku. W nowej perspektywie finansowej będzie nieco inaczej, bo jednym z głównych kryteriów będzie właśnie innowacyjność, a więc o dotację będzie trudniej.

Krzysztof Tenerowicz:

Jak należy rozumieć tę innowacyjność?

Rafał Solecki:

Innowacyjność można rozumieć bardzo różnie. Generalnie oznacza ona coś nowego, przy czym możemy wyróżnić innowacyjność produktową, procesową czy innowacyjność w zarządzaniu. Można ją także uzależnić od skali zjawiska – wedle tego kryterium mówimy np. o innowacyjności wewnątrz firmy, bo jeżeli przedsiębiorstwo inwestuje w coś, czego do tej pory nie miało, to jest to pewien rodzaj innowacyjności. W szerszej skali możemy zaś mówić o innowacyjności na poziomie gminnym, regionalnym, a także krajowym czy globalnym.

Żeby otrzymać dotację, trzeba wygrać konkurs, czyli spełnić odpowiednie kryteria przyjęte przez niezależne ciało, którym jest Komitet Monitorujący. Im więcej punktów projekt otrzyma, tym większa szansa na dotację. I za innowacyjność są dodatkowe punkty, które mogą przeważyć o uzyskaniu dotacji.

Krzysztof Tenerowicz:

W jakich dziedzinach możemy więc być innowacyjni? Czy mamy już innowacyjne firmy, które mogą odnieść na sukces na unijnym rynku?

Józef Tomal:

W powiecie myślenickim istnieją dwie strefy gospodarcze: myślenicka i dobczycka, która zrzesza zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy. Mamy nowoczesny, innowacyjny e-system w Dobczycach, mamy firmę Wawel, która może nie jest innowacyjna, ale rok temu uzyskała większy obrót niż Wedel. Jest też Kuźnia SA w Sułkowicach – firma, która przez lata była wizytówką Sułkowic, podczas transformacji trochę podpadła, ale obecnie się odbudowała. Od 10 lat jest to dobrze zarządzane przedsiębiorstwo, nowoczesne, które od 60 do 70% produkcji eksportuje do Niemiec.

Mamy też Drutex –producenta okien liczącego się w Europie, a niedługo zapewne też na świecie. To jest polska firma, którą stać na znakomite, drogie reklamy w telewizji polskiej i na świecie. Również nasze meble sprzedają się znakomicie w Europie. Byliśmy niedawno chyba trzecim producentem mebli. Mimo to dość dużo mebli sprzedaje się pod szyldem marek niemieckich, szwajcarskich i francuskich, a nie polskich, ponieważ Made in Poland było źle kojarzone. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo widoczna jest w Europie tendencja do promowania marek narodowych. Uważam, że również rząd polski powinien rodzime marki promować i finansować.

Rafał Solecki:

Tak, to prawda. Ostatnio dowiedziałem się, że produkty dużej firmy z Małopolski trafiają na rynek z etykietą Made in Germany. Oczywiście z tego względu, że niemieckie oznacza lepsze. Dlatego w pełni przychylam się do tego, byśmy promowali polską markę. Musimy zacząć wierzyć we własne siły.

Od lewej: Rafał Solecki, dyrektor Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości oraz Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice

Od lewej: Rafał Solecki, dyrektor Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości oraz Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice

Krzysztof Tenerowicz:

Jak przekonać polskich przedsiębiorców do tego, aby dbali o własną markę i ją rozwijali?

Wiktor Kielan:

Na budowę marki zawsze potrzeba czasu. To nie jest tak, że dzisiaj rano wymyślę działalność gospodarczą, jutro wybiorę nazwę firmy i opracuję logo, a pojutrze będę miał markę europejską, którą będę mógł sprzedać za 100 mln zł jeszcze większej firmie lub po prostu dobrze zarabiać na swojej marce. To jest proces długotrwały. Ale dowodem na to, że jest to możliwe, są przykłady takich firm z naszego regionu jak Fakro czy Wiśniowski. To przykłady, że o markę warto dbać, warto ją rozwijać, szukać nowych rynków zbytu, produkować pod własnym logotypem.

Przed nami kolejna pięcioletnia perspektywa unijna. Myślę, że jeśli przez ten czas nowe firmy popracują nad marką i będą z determinacją się rozwijać, to za 5 lat będą mogły czerpać przyzwoite profity, a miejsca pracy, które w tym czasie powstaną, okażą się pewnymi stanowiskami  z szansą na dalszy rozwój.

Krzysztof Tenerowicz:

Gdzie można szukać kół zamachowych polskiej gospodarki?

Rafał Solecki:

Trudno wskazać konkretne kierunki. Myślę jednak, że powinniśmy zacząć od tzw. obszarów inteligentnych specjalizacji, czyli tych, które będą kluczowe dla nowej perspektywy finansowej. Unia praktycznie wymusiła na krajach członkowskich, aby wskazały, które obszary są dla nich najistotniejsze. Województwo małopolskie wybrało już cztery z nich: chemię, biotechnologię, przemysł metalowy i life science. Prawdopodobnie będzie łącznie siedem takich obszarów.

Wyodrębnienie powyższych obszarów oznacza, że firmy inwestujące w tych dziedzinach będą mogły liczyć na dodatkowe wsparcie, przynajmniej na etapie aplikowania o środki unijne. Dotychczas praktycznie każda branża mogła otrzymać dofinansowanie, niezależnie od tego, czy to była piekarnia, czy firma z branży biotechnologicznej. Kolejna perspektywa finansowa skupi się natomiast na dofinansowaniu konkretnych dziedzin. Teoretycznie środków będzie więcej, ale nie każdy je dostanie.

Ta zmiana wynika z chęci pobudzenia przedsiębiorców do inwestowania w projekty badawczo-rozwojowe. Mimo że dużo się mówi o innowacjach, to w ogólnoświatowych czy europejskich rankingach innowacyjności zajmujemy niezbyt chlubne pozycje. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą czy nawet zatrudniający kilku pracowników nie zdecyduje się nagle ani na budowę laboratorium badawczego, ani na zatrudnienie sztabu profesorów czy specjalistów. Mierzmy siły na zamiary. Ale jeżeli faktycznie chcemy osiągnąć wyższy poziom rozwoju, to na 99% jest to ostatnia ku temu szansa. Oczywiście po 2020 r. środki unijne się nie skończą, ale polskie regiony osiągną wyższe PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca, co sprawi, że na tak duże środki z Unii nie będziemy mogli już liczyć.

Krzysztof Tenerowicz:

 A gdzie Pana zdaniem polscy przedsiębiorcy mogą konkurować ze swoimi projektami?

Rafał Solecki:

Jednym z kierunków jest wschód Europy, a nawet Azja. Coraz więcej polskich firm podąża w tamtą stronę. Z najbliższych sąsiadów należy na pewno wymieniać Ukrainę – to rynek o ogromnym potencjale, mający niezagospodarowane nisze, w które warto inwestować, bo można prześcignąć konkurencję.

Dzięki unii polskie firmy zyskały dostęp do nowych rynków

– Dzięki wstąpieniu Polski do UE nasi przedsiębiorcy zyskali nieograniczony dostęp do europejskiego rynku – mówi Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. Dodaje, że zdecydowana większość polskich firm popierała naszą akcesję. – Przedsiębiorcy zdawali sobie sprawę, że dołączenie do UE będzie gwarantem dalszego rozwoju naszego kraju, że dzięki temu będziemy się zbliżać do zachodnich standardów, np. w kwestii jakości regulacji. Dla biznesu prowadzenie działalności w stabilnych warunkach i transparentność prawa jest niezwykle ważne – stwierdza Malinowski. Zaznacza, że bez tego niemożliwe jest prawidłowe skalkulowanie ryzyka związanego z prowadzoną działalnością. (Źródło: PAP)

Krzysztof Tenerowicz:

Co Małopolska jest w stanie zaoferować młodym, przedsiębiorczym ludziom?

Maciej Ostrowski:

Najpóźniej w 2015 roku ruszy w Myślenicach inkubator przedsiębiorczości. Tworzy go Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego, która pozyskała na ten projekt środki z Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Obecnie kupujemy grunty w strefie przemysłowej po to, by zaoferować je w ramach inkubatorów. Każdy, kto będzie miał pomysł, będzie mógł wynająć lub kupić od gminy teren, żeby rozwinąć swoją firmę. Myślimy też o obsłudze księgowej, ale o tym jeszcze będziemy rozmawiać z izbą gospodarczą.

Sam widziałem inkubatory przedsiębiorczości 12–13 lat temu w Niemczech. Wówczas było dla mnie zdumiewające, że osoba, która ma pomysł, ale której brakuje kapitału na start czy wynajem biura, otrzymuje taką pomoc od państwa. Dziś możemy to samo zaoferować młodym ludziom w Polsce.

Najważniejsze jednak, żeby mieć pomysł na rozwój firmy, a nie wydać te pieniądze na komputery, aparaty czy cokolwiek innego. Jeśli cofniemy się pamięcią o 20–30 lat, to przypomnimy sobie, że nie było żadnej pomocy od państwa i wsparcia dla przedsiębiorców. W obecnych czasach każdy europejski kraj wspiera swoich przedsiębiorców, aby mogli konkurować na rynku europejskim, a nawet globalnym.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której trzeba powiedzieć. Otóż polskie produkty i polskie patenty powinny być chronione przez rząd. Gdy u nas organizowane są przetargi, to wygrywają je firmy z Niemiec, z Austrii, ze Szwecji. Mieliśmy okazję rozmawiać z szefostwem tych firm. Wyjaśnili nam, że w ich krajach w pierwszej kolejności wygrywają firmy rodzime – np. na rynku niemieckim preferowany jest przedsiębiorca niemiecki. To bardzo ważne, by wspierać rodzimą przedsiębiorczość, dlatego ustawodawstwo należałoby tak zmienić, by zwiększyła się ochrona polskich firm.

Józef Tomal:

W naszym powiecie od 5 lat stawiamy na szkolnictwo zawodowo-techniczne. To jest polityka, do której jesteśmy przekonani i którą wspiera także zarząd województwa. Jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, to uważam – oczywiście z całym szacunkiem dla humanistów – że to dziedzina nauki tylko dla wybitnych jednostek i zapaleńców. Szkolnictwo humanistyczne będzie prowadzone jedynie w LO im. Tadeusza Kościuszki, a wszystkie pozostałe szkoły będą nastawione na szkolnictwo zawodowo-techniczne.

Zyskaliśmy już prawie 4 mln zł i największą szkołę w powiecie wyposażyliśmy w nowoczesne, skomputeryzowane warsztaty oraz w wielofunkcyjne obrabiarki klasy europejskiej. Z kolei w Sułkowicach przy Zespole Szkół powstają już nowe warsztaty laboratoryjne. W pozostałych szkołach stawiamy na mechatronikę, elektronikę i elektrykę, czyli te dziedziny, w których brakuje specjalistów na rynku. Chcemy rozwijać potencjał młodych ludzi i przekazywać im wiedzę, która pozwoli im podjąć właściwe studia na prestiżowych uczelniach krakowskich. Rozpoczynamy także program, w ramach którego oferowane będą bezpłatne kursy z ponad stu różnych specjalizacji i zawodów. Kursy będą prowadzone przez firmy bezpłatnie.

Taka, a nie inna polityka wynika z faktu, że na rynku brakuje specjalistów z tego typu dziedzin. Od pięciu lat np. szukam inżyniera drogownictwa o specjalizacji mostowej – i nie ma takiego na rynku. Potrzebujemy też ludzi do kształcenia mechatronicznego. Również nauczyciele tych zawodów powoli się wykruszają. Dlatego kształcimy w tych zawodach, których na rynku brakuje. Pozytywny efekt tego braku specjalistów jest taki, że w pewnych zawodach można teraz naprawdę dobrze zarabiać.

Chcemy też tworzyć takie programy nauczania, aby na szkolnictwo zawodowe i techniczne otrzymać środki unijne. Wyobrażam sobie, że za kilka lat nasze szkoły staną się minilaboratoriami, warsztatami wspólnej pracy, bo to da młodym ludziom szansę na wybór dobrych studiów. Już dzisiaj na niektórych kierunkach na uczelniach krakowskich wymaga się nie tylko wiedzy, lecz także doświadczenia. Chcemy pomóc młodzieży je nabyć. A po takich kierunkach jest dobry zawód, dobra płaca i dobre życie.

Podsumowując, chciałbym, że młodzi ludzie się rozwijali i nie musieli wyjeżdżać za granicę, by tam szukać swojej drogi życiowej. Naszym największym potencjałem, o którym od wielu lat mówimy, są wykształceni młodzi ludzie. Często tę wiedzę i doświadczenie nabywają właśnie w zachodnich korporacjach, ale one też coraz częściej, od Google począwszy, przenoszą się do Polski. Szkoda mi jedynie tych młodych ludzi, którzy mają ogromny talent, a pracują w korporacjach na zasadzie odtwórczej. Uważam, że w szeroko rozumianej informatyce i programowaniu mamy naprawdę wielkie talenty. Studenci Politechniki Krakowskiej, AGH czy Uniwersytetu Wrocławskiego wygrywają światowe zawody w robotyce organizowane przez NASA. Pozostaje żal, że te wspaniałe projekty i nowoczesna myśl naszych młodych ludzi nie są później wykorzystywane w praktyce.

Wiktor Kielan:

Jako Izba Gospodarcza Ziemi Myślenickiej wielokrotnie rozmawialiśmy z panem starostą i burmistrzem w sprawie współpracy, głównie dotyczącej szkolnictwa zawodowego. W efekcie chcemy zaproponować młodym ludziom pomoc już na etapie pracy dyplomowej. Jeśli mają oni pomysł na dobrą pracę dyplomową, ale brakuje im środków, mogą zwrócić się do izby i nawiązać kontakt. Przydzielona zostanie im konkretna osoba, która z pewnością  pomoże. Dzięki temu już na studiach zyskają doświadczenie zawodowe, które zaprocentuje w przyszłości. A prawda jest taka, że im wcześniej zaczną zdobywać doświadczenie, tym szybciej uzyskają przewagę rynkową nad tymi, którzy tego doświadczenia mieć nie będą.

Uczestnicy debaty (od lewej): Rafał Solecki (dyrektor Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości), Maciej Ostrowski (burmistrz Miasta i Gminy Myślenice), Józef Tomal (starosta myślenicki), Wiktor Kielan (radny miejski Myślenic)

Uczestnicy debaty (od lewej): Rafał Solecki (dyrektor Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości), Maciej Ostrowski (burmistrz Miasta i Gminy Myślenice), Józef Tomal (starosta myślenicki), Wiktor Kielan (radny miejski Myślenic)

Krzysztof Tenerowicz:

Czego przedsiębiorcy oczekują od samorządów?

Wiktor Kielan:

Fundamentalne są dobre relacje z samorządem. Wydaje mi się jednak, że włodarzom stale trzeba przypominać, że to przedsiębiorstwa odpowiadają za tworzenie miejsc pracy i że to przedsiębiorcy oraz ich pracownicy tworzą PKB. To dzięki ich zaradności i przedsiębiorczości biorą się pieniądze, które później budżet miasta i powiatu może przeznaczać na inwestycje publiczne.

Z tego też powodu warto starać się o to, aby zmienić wizerunek przedsiębiorcy. Podam przykład reklamy, która ostatnio mnie zbulwersowała. Widzimy w niej przedsiębiorcę, który szykanuje pracownika, zastrasza go itd., więc ten pracownik kombinuje, jak zrobić pracodawcy na złość. W efekcie donosi na przedsiębiorcę, ponieważ ten używa nielegalnego oprogramowania. Oczywiście, trzeba mieć legalne oprogramowanie, ale nie o to chodzi. Problem w tym, że taki przekaz umacnia krzywdzący wizerunek przedsiębiorcy jako wyzyskiwacza, tyrana itd. Jeśli tak będziemy postrzegać przedsiębiorców, to nie przysłuży się to niczemu dobremu.

Owszem, są różni ludzie, także nieuczciwi. Ale jeśli jako społeczeństwo nie będziemy umacniać wizerunku przedsiębiorcy jako człowieka, który tworzy PKB, który tworzy miejsca pracy, to choćby UE dała nam nie wiadomo ile pieniędzy – wykorzystamy je tylko w niewielkim stopniu. Każdy z Was, młodych ludzi, może zostać przedsiębiorcą i byłoby miło, żeby społeczeństwo traktowało Was jako elitę, jako ludzi, którzy dają miejsca pracy i płacą podatki, a my z tych podatków budujemy szkoły i inne obiekty, z których korzystamy jako społeczeństwo.

Publiczność debaty, m.in. uczniowie Zespołu Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Myślenicach oraz uczniowie Zespołu Szkół im. Andrzeja Średniawskiego.

Publiczność debaty, m.in. uczniowie Zespołu Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Myślenicach oraz uczniowie Zespołu Szkół im. Andrzeja Średniawskiego

Krzysztof Tenerowicz:

Panie Burmistrzu, proszę o krótkie podsumowanie dzisiejszej dyskusji.

Maciej Ostrowski:

Tak jak wspomnieliśmy, przygotowujemy się do nowej perspektywy finansowej. Ale wiele wspaniałych projektów udało się już sfinalizować.

Po pierwsze powstał zielony park technologiczny. Utworzonych tam zostało 600 miejsc pracy. Drugą strefę dla przedsiębiorców tworzymy tam, gdzie była dotychczas produkcja papierosów Prince. Ten teren kupiła firma Fabios, wytwarzająca osłonki białkowe, i rozpocznie tu produkcję osłonek dla frankfurterek i kabanosów. Jedyny taki zakład w Polsce jest w Białce pod Makowem, a drugi będzie w Myślenicach. Na całym świecie, nie licząc Chińczyków, jest zaledwie 13 takich firm. A warto dodać, że największym podatkiem dla nas jest podatek od działalności gospodarczej. W przypadku hal wynosi on ok. 20 zł od metra kwadratowego. Są to więc bardzo duże sumy i jest to stabilny podatek, ważniejszy i pewniejszy niż wpływy z PIT.

Gdy w 2003 r. zostawałem burmistrzem, bałem się grzechu zaniechania, tego, że nieumiejętnie będziemy gospodarować środkami. Tymczasem Myślenice pozyskały ze środków unijnych 160 mln zł na inwestycje w różnych dziedzinach. Dało to pierwsze miejsce w Małopolsce i, zdaje się, drugie miejsce w kraju w pozyskaniu środków per capita. Myślę, że mamy czym się pochwalić, a grzechu zaniechania nie popełniliśmy.

 

Prezentacja Myślenice 09.06.2014

Audycja „Konkurencyjna (Mało)Polska w UE. Na jakich rynkach mogą skutecznie konkurować polscy i małopolscy przedsiębiorcy?”

Pobierz