20 maja 2014: w Zakopanem rozmawialiśmy o tym, jakie korzyści odnoszą Polacy i Małopolanie z rejestrowania rolnych produktów regionalnych i tradycyjnych

GOSPODARKA

W Europie już od dłuższego czasu wzrasta zainteresowanie produktami wytwarzanymi według tradycyjnych metod albo pochodzących z konkretnych regionów, gwarantujących np. wyjątkowe walory smakowe. Poprzez system przyznawanych oznaczeń Unia Europejska promuje wysokiej jakości regionalną żywność, a przy tym chroni producentów przed nieuczciwą konkurencją. Europejski System Ochrony Produktów Regionalnych i Tradycyjnych ma także znaczenie dla konsumentów: kupując produkt z oznaczeniem, mają oni pewność, że dostają towar najwyższej jakości, wytworzony w sposób tradycyjny. Promocja tego typu produktów przyczynia się także do rozwoju obszarów wiejskich, m.in. agroturystyki, oraz do wzrostu zatrudnienia i ochrony dziedzictwa kulturowego wsi. Produkt, za którego jakość i pochodzenie poręcza Komisja Europejska, współtworzy wizerunek obszaru, z którego pochodzi, a tym samym zachęca od odwiedzenia danego regionu.

Europejskie znaki jakości przyznawane są:

  • produktom regionalnym znanego pochodzenia, które wyróżniane są oznaczeniami Chroniona Nazwa Pochodzenia oraz Chronione Oznaczenie Geograficzne,
  • produktom tradycyjnym, które chronione są przez oznaczenie Gwarantowana Tradycyjna Specjalność.

Produkty regionalne ubiegające się o oznaczenie „Chroniona Nazwa Pochodzenia” muszą spełnić szereg wymogów. Powinny być to produkty regionalne wysokiej jakości, a ich nazwa musi nawiązywać do miejsca, w którym są wytwarzane. Wszystkie surowce potrzebne do produkcji muszą pochodzić z tego regionu, a każdy etap wytwarzania musi odbywać się na jego obszarze. Przykładem może być bryndza podhalańska.

Znak „Chronione Oznaczenie Geograficzne” przyznawany jest produktom regionalnym najwyższej jakości o nazwie nawiązującej do miejsca, w którym są wytwarzane, i podkreślającej ich związek z tym miejscem. Przynajmniej jedna faza produkcji produktu powinna odbywać się w regionie określonym w nazwie. Przykładem może być kiełbasa lisiecka.

Kategoria „Gwarantowana Tradycyjna Specjalność” obejmuje produkty charakteryzujące się tradycyjną metodą produkcji, składem lub wykonaniem z tradycyjnych surowców. W odróżnieniu od pozostałych kategorii produkty ubiegające się o znak „GTS” mogą być wytwarzane na terenie całego kraju ubiegającego się o rezerwację.

Jakie korzyści odnoszą Polacy i Małopolanie z rejestrowania produktów regionalnych i tradycyjnych przez Komisję Europejską? Jakimi produktami regionalnymi możemy się poszczycić? Czy system ochrony regionalnych produktów w Unii Europejskiej działa jak należy? Co robią polscy europarlamentarzyści, by chronić nasze interesy w zakresie regionalnej i tradycyjnej produkcji? O tym rozmawiali uczestnicy debaty, która odbyła się 20 maja 2014 r. w Urzędzie Miasta Zakopanego.

W spotkaniu udział wzięli:

  • Jagna Marczułajtis-Walczak, poseł na sejm VII kadencji, członek sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wcześniej m.in. radna Sejmiku Województwa Małopolskiego,
  • Dorota Niedziela,poseł na sejm VII kadencji, członek sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz przewodnicząca podkomisji nadzwyczajnej do spraw zmian legislacyjnych dotyczących sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych,
  • Janusz Majcher,burmistrz Zakopanego, współtwórca lokalnych organizacji gospodarczych, m.in. oddziału Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej i Tatrzańskiej Izby Gospodarczej,
  • Franciszek Bachleda-Księdzularz,radny Sejmiku Województwa Małopolskiego, były senator i burmistrz Gminy Tatrzańskiej,
  • Krzysztof Król-Łęgowski, dyrektor Tatrzańskiej Agencji Rozwoju Promocji i Kultury,
  • Magdalena Gdowska, główny specjalista w Zespole ds. Kampanii Promocyjnych Regionu (UMWM),
  • Kazimierz Furczoń, prezes Tatrzańsko-Beskidzkiej Spółdzielni Producentów „Gazdowie”.

Debaty wysłuchało ponad 70 osób, m.in. uczniowie Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Oswalda Balzera, Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących STO, Zespołu Szkół Hotelarsko Turystycznych oraz uczniowie trzeciej klasy Gimnazjum nr 1 im. Olgi i Andrzeja Małkowskich w Zakopanem. W spotkaniu uczestniczyli także słuchacze Podhalańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

 

Krzysztof Tenerowicz:

Spotykamy się na debacie poświęconej ochronie tradycyjnych produktów rolnych w Unii Europejskiej. Czy produkty regionalne mogą samorządowi pomóc w promocji, w poprawie wizerunku regionu?

Janusz Majcher:

Zdecydowanie tak. Jeżeli coś ma wyróżniać miasto, to oprócz jego położenia – w naszym wypadku wśród gór – najlepiej sprawdzają się produkty regionalne. Tak jak do serca można trafić przez żołądek, tak też wszystko, co wspaniale smakuje i pięknie pachnie, jest najlepszym wyróżnikiem regionu. W przypadku Małopolski niewątpliwie od lat takim wyróżnikiem jest oscypek.

Przyznam szczerze, że w mojej pracy oscypek często okazuje się pomocny. Gdziekolwiek jadę – czy to do Warszawy, czy za granicę – zawsze zabieram ze sobą oscypka, ponieważ nigdzie indziej go nie znajdę. Ostatnio, gdy byłem w Ministerstwie Kultury i wnieśliśmy oscypki, zapach wędzonego sera wypełnił całą siedzibę resortu. Minister od razu wiedział, że przyjechaliśmy z Zakopanego.

Podsumowując: tak, oscypek jest wyróżnikiem Zakopanego i najlepszą jego promocją, nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie i na świecie. Taką funkcję pełnią zresztą wszystkie produkty regionalne, także np. bryndza czy inne produkty pochodzące z Małopolski.

Jagna Marczułajtis-Walczak:

Podróżując po świecie, łatwo zauważyć, że każdy kraj ma swój symbol kulinarny, który przyciąga, który trzeba skosztować, odwiedzając dane państwo czy nawet region. We Włoszech jest to spaghetti, cappuccino, pizza i parmezan – produkty te stanowią w zasadzie dobro narodowe. Podobnie jest z oscypkiem. Pomimo że jest produktem lokalnym, z Podhala, i w niewielu miejscach można zasmakować prawdziwego oscypka z mleka owczego, to jest znany na całym świecie.

Tak jak pan burmistrz wspomniał, my jeździmy z tymi oscypkami, i to nie tylko do Warszawy, do Krakowa, ale po całym świecie. Czasem wręcz walizki przesiąkną tym swojskim zapachem. Wyjątkowe jednak jest to, że aby za granicą spróbować oscypka, trzeba go wyeksportować. Cappuccino możemy wypić w dowolnej kawiarni, a prawdziwego oscypka można spróbować jedynie u nas. To jest niesamowite. Co więcej, zakopiańczycy wiedzą, że prawdziwe oscypki są tylko między kwietniem a wrześniem, bo w innym okresie produkowane są z mleka krowiego. To już jednak nie to samo, to nie ten sam oscypek.

Jagna Marczułajtis-Walczak, poseł RP

Jagna Marczułajtis-Walczak, poseł na Sejm RP

Krzysztof Tenerowicz:

Jeżeli jednak zestawimy liczbę produktów regionalnych w Polsce z takimi krajami jak Francja czy Włochy, to okaże się, że zostajemy daleko w tyle. W całej Unii Europejskiej pod względem zarejestrowanych produktów jesteśmy na ósmym miejscu. Czy to dobrze, że tych produktów regionalnych jest mniej, ale dzięki temu są one bardziej rozpoznawalne, czy jednak nie wykorzystujemy w pełni potencjału regionów i ich produktów?

Dorota Niedziela:

Przede wszystkim chciałabym zwrócić uwagę na trzy nadawane przez Unię certyfikaty. Są to Chroniona Nazwa Pochodzenia, Chronione Oznaczenie Geograficzne oraz Gwarantowana Tradycyjna Specjalność. Te znaki jakości są rozpoznawalne w całej Europie. Europejczyk zwykle rozpoznaje ten znak, dlatego jeśli dowie się, że przyjeżdżając do Małopolski, będzie mógł spróbować tych produktów regionalnych, to będzie to dla niego coś atrakcyjnego i wyjątkowego. Dlatego musimy dbać o rozpoznawalność produktów z danego rejonu Polski. A im więcej produktów z Małopolski będzie na liście produktów regionalnych, tym chętniej turyści będą nas odwiedzać.

Poza oscypkiem mamy jednak znacznie więcej produktów regionalnych, potwierdzonych odpowiednim certyfikatem i świadczących o wyjątkowości miejsca ich produkcji, ponieważ nie można ich kupić nigdzie indziej. Ważne jest, żebyśmy mieli tego świadomość, bo to daje nam nieprawdopodobną przewagę w Europie. Możemy zaoferować wyjątkowe walory turystyczne, ale dodatkową promocją regionu są sery, bryndza i oscypek.

36 polskich produktów na unijnej liście

W samej Małopolsce zarejestrowanych zostało dotychczas 11 produktów. Certyfikat „Chroniona Nazwa Pochodzenia” posiadają: bryndza podhalańska, oscypek, redykołka (rodzaj sera z mleka owczego), karp zatorski, fasola Piękny Jaś. Oznaczenie „Chronione Oznaczenie Geograficzne” otrzymały: jabłka łąckie, śliwka suska sechlońska (podsuszana i podwędzana śliwka z pestką), chleb prądnicki, obwarzanek krakowski, kiełbasa lisiecka i jagnięcina podhalańska.
Produkty z pozostałych regionów Polski to: miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich, półtorak, dwójniak, trójniak, czwórniak, rogal świętomarciński, wielkopolski ser smażony, andruty kaliskie, olej rydzowy, pierekaczewnik, truskawka kaszubska, wiśnia nadwiślanka, fasola korczyńska, miód kurpiowski, podkarpacki miód spadziowy, śliwka szydłowska, kiełbasa jałowcowa, kiełbasa myśliwska, miód drahimski, kołocz śląski / kołacz śląski, jabłka grójeckie, kabanosy, fasola wrzawska, miód z Sejneńszczyzny, ser koryciński swojski.

Krzysztof Tenerowicz:

Jak akcesja do Unii wpłynęła na polskich producentów produktów regionalnych? Czy był to wpływ pozytywny, czy może przystąpienie do Unii w czymś utrudnia produkcję i sprzedaż?

Kazimierz Furczoń:

Jestem gazdą, producentem, bacą już od 40 lat, związanym z owczarstwem od dawna. Przystąpienie Polski do Unii w 2004 r. zdecydowanie wyszło nam na dobre. Gdy w 2004 r. chcieliśmy zarejestrować oscypka, to spotkaliśmy się ze sprzeciwem ze strony Słowacji i procedura się wydłużyła. Chodziło o to, że Słowacy też mają swojego oscypka, choć tamten ma inny skład.

Od razu spróbowaliśmy więc z drugim z naszych produktów – bryndzą podhalańską. Czekaliśmy trzy lata, ale się udało. To był nasz pierwszy produkt zarejestrowany w UE. Ja byłem pierwszym producentem i przetarłem szlaki w Polsce. Wydaje mi się, że później było już trochę łatwiej.

Krzysztof Tenerowicz:

A jak potoczyły się losy rejestracji oscypka?

Kazimierz Furczoń:

Ostatecznie doszliśmy do porozumienia ze Słowakami i również oscypek został zarejestrowany jako produkt tradycyjny, z Chronioną Nazwą Pochodzenia. To oczywiście nakłada na producentów odpowiednie obowiązki. Oscypek może być produkowany wyłącznie na terenie powiatu podhalańskiego, nowotarskiego, w trzech gminach w powiecie nowosądeckim, dwóch gminach w powiecie limanowskim, w sześciu gminach w powiecie żywieckim, w dwóch gminach w powiecie suskim i w jednej w cieszyńskim na Śląsku. Wielkość oscypka jest wyraźnie podana – waży 600–800 g, ma długość 17–21 cm i grubość 8–10 cm, a ponadto musi zawierać co najmniej 60% mleka owczego. Oscypka nie można inaczej zrobić. Natomiast to, co potocznie nazywamy oscypkiem, nie jest oscypkiem. I w tej kwestii musimy uświadamiać konsumentów.

Co ważne, chociaż od 1985 r. owce doimy już w święta wielkanocne przez cały kwiecień i jest to w 100% mleko owcze, to nie można z tego mleka zrobić oscypka. Oscypek musi być wyrabiany na bacówkach od 1 maja. Mimo że mamy mleko owcze, to oscypka nie ma. A nie wolno też mrozić mleka, bo oznakowanie musiałoby być inne.

Krzysztof Tenerowicz:

Konsumenci zwracają uwagę na to, czy oscypek jest tym prawdziwym, czy nie?

Wielu z nich tak. Oscypek oryginalny sprzedaje się dobrze. W całkiem dużych ilościach jest eksportowany do Stanów – sporo osób ma tam rodziny. Poza tym promujemy oscypka. To jest inny rodzaj sera niż na Zachodzie, ponieważ to nie jest ser dojrzewający, dlatego szczyćmy się tym, że mamy oscypka i inne produkty regionalne w Małopolsce.

Franciszek Bachleda-Księdzularz:

Oscypek, o którym mówimy, jako produkt regionalny związany jest z wypasem wysokogórskim, a wytwarzanie produktu regionalnego ściśle wiąże się z jego jakością. Wszelkie problemy, o których się mówi, tzn. podróbki produktów regionalnych czy produkty zawierające szkodliwe dla zdrowia środki, wynikają z tego, że producenci chcą za szybko wędzić dany produkt. Stąd biorą się różnego rodzaju domieszki itd. Oscypkowi to nie grozi, bo on musi wędzić się powoli, kilka dni, najlepiej tydzień, na półce pod dachem, daleko od ogniska i żaru. Oscypki muszą mieć swoją określoną barwę – jasnobrązową. To decyduje o smaku. Unia pomogła więc nam o tyle, że te warunki muszą być zachowane.

W innej sprawie jednak przepisy unijne zaszkodziły. Wynikały one z braku zrozumienia wypasu owiec w górach. W 1981 r. przywróciliśmy pasterstwo tatrzańskie w górach z tego względu, że było ono wyprowadzone w Bieszczady na siłę na podstawie uchwały z 8 grudnia 1960 r. (pod pozorem niszczenia przyrody tatrzańskiej). Gazdowie mieli owce i wybierali najlepszego pasterza. Baca był najlepszym zawodem na Podhalu. Gazdowie, powierzając swoje owce bacy na kilka miesięcy wypasu w górach, musieli mieć pewność, że jest on dobrym pasterzem. Baca musiał wiedzieć, jak owce się mieszają, odpowiednio im dzwonki przyprawiać, a czasem, jak przyszła mgła, śnieg czy gwałtowna burza, to juhas z bacą musieli każdą owcę sprowadzić na dół, aby były one bezpieczne. W efekcie zmian w pasterstwie doszło do tego, że możemy sprzedawać oscypka dobrej jakości, ale mamy go po prostu mało. A tym, co sprzedaje się na Krupówkach, nie powinniśmy się chlubić.

Przed kilkoma laty browar Żywiec chciał sprzedawać oscypka razem z piwem. Niestety nie ma tyle oscypka, żeby go sprzedawać razem z piwem. Odkąd wyrzucono nas z Jaworki w Bieszczady, pasterstwo upadło i mamy za małe powierzchnie pastwiskowe. Wypas owiec to trudne zajęcie, zawód bacy trzeba z dużym wysiłkiem przywracać i dbać o ciągłość tzw. łańcucha produktu regionalnego: ziemia rodzi trawę, trawę skubie owca, owca produkuje mleko, owcę doi baca, a baca robi oscypki. Aby wyprodukować oscypka, potrzeba naprawdę sporych nakładów ciężkiej pracy.

Problem wynika jeszcze z tego, że bacowie, którzy nawet mają oscypki, nie zawsze starają się o certyfikat, bo – po pierwsze – jego otrzymanie wymaga podjęcia pewnych działań, a po drugie certyfikat narzuca określone procedury i wymaga zagwarantowania odpowiedniej jakości produktu. Produkt musi być wysokiej jakości, by mógł być naszą chlubą, zawierać 60% mleka owczego itd. To jest ten wyróżnik, o który trzeba dbać.

A więc Unia z jednej strony bardzo pomogła, bo stworzyła pewne procedury, których należy przestrzegać, by móc korzystać z certyfikatów przez nią nadawanych. Wcześniej mieliśmy produkt, ale brakowało odpowiednich uregulowań. Wydawało nam się, że to niepotrzebne, bo przecież za czasów PRL-u staliśmy w kolejce po chleb, musztardę, ocet i tyle. Teraz zaś mamy na tyle dużo wyrobów, że trudniej wybrać ten najlepszy. Unia sprawiła, że oscypek to oscypek i możemy być pewni jego jakości. Producenci, którzy nie przestrzegają przepisów, narażają się na kary. Jeżeli oscypek nie zawiera ponad 60% mleka owczego, to nie powinien być sprzedawany jako oscypek.

Uczestnicy debaty (od lewej):

Uczestnicy debaty (od lewej): Franciszek Bachleda-Księdzularz, Janusz Majcher, Jagna Marczułajtis-Walczak, Magdalena Gdowska, Kazimierz Furczoń

Dorota Niedziela:

Z pewnością przystąpienie do Unii pomogło. Przede wszystkim dlatego, że tam, gdzie jest promocja, tam są też pieniądze i możliwość skorzystania z dotacji unijnych. Z jednej strony są dofinansowania z Funduszu Rozwoju Regionalnego, a z drugiej – pieniądze z Ministerstwa Rolnictwa, jak i z Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich. Rolnicy zyskali naprawdę wiele możliwości promocji swoich produktów, o ile oczywiście wytwarzają produkty legalnie i według narzuconych standardów.

Krzysztof Tenerowicz:

Czyli summa summarum można powiedzieć, że system certyfikatów nadawanych przez UE pomógł polskim producentom i produktom regionalnym?

Krzysztof Król-Łęgowski:

Myślę, że tak. Jesteśmy w Unii od 10 lat i udało nam się certyfikować 36 produktów. Procedura certyfikacji jest mozolna i długotrwała, ale wejście do UE otworzyło nam oczy na potencjał, jaki mamy. Jeszcze nie będąc w Unii – w 2000 r. – po raz pierwszy zorganizowaliśmy „Festiwal oscypka i serów wszelakich”. Samorząd powiatowy dostrzegł wtedy potencjał oscypka jako nośnika promocyjnego. Wykorzystaliśmy go jako narzędzie do promocji regionu. Było to wtedy najtańsze narzędzie dla samorządu powiatowego, który powstał w 1999 r. i był jeszcze biedny. Dzisiaj, po 15 latach, widać, że był to słuszny kierunek promocji, ponieważ oscypek stał się nie tylko naszym wyróżnikiem, lecz także zapewnia wielu osobom godziwe życie dzięki jego produkcji.

Cała moja kariera zawodowa skupia się wokół oscypka. Organizacja „Festiwalu oscypka i serów wszelakich” okazała się strzałem w dziesiątkę i starosta niezwłocznie podjął działania w celu zastrzeżenia znaku w Polsce. Początkowo udaliśmy się z wnioskiem nie do tej instytucji, co trzeba. Okazało się, że samorząd powiatowy w ogóle nie może być stroną w przypadku certyfikacji oscypka. Po czterech latach wreszcie udało się złożyć wniosek. Ostatecznie wystosował go Związek Hodowców Owiec i rozpoczęła się długa i żmudna droga. Minęły kolejne cztery lata, zanim oscypek uzyskał certyfikację, choć nie był pierwszy – najpierw certyfikację uzyskała bryndza, która przetarła szlak dla kolejnych produktów.

Krzysztof Tenerowicz:

Warto było?

Krzysztof Król-Łęgowski:

Myślę, że warto było. Świadczą o tym stoiska na Krupówkach, o które biją się dziś sprzedawcy, choć osobiście jestem przeciwnikiem tej formy sprzedaży i popieram stanowisko pani poseł Niedzieli, która w rządzie prowadzi walkę o sprzedaż bezpośrednią – żeby producent sprzedawał konsumentowi. W przypadku oscypka taką sprzedaż już zaprojektowaliśmy, tworząc szlak oscypkowy, na którym działa 33 producentów. Tak naprawdę baców, którzy bezpośrednio w bacówkach mogą sprzedawać oscypki, jest jednak dużo więcej.

Dzisiaj pojęcie oscypka wypaczają pośrednicy, sprzedający czasem podróbki, tzw. scypki, i wprowadzający klientów w błąd. Producenci, czyli bacowie, produkują prawdziwy oscypek i pod nim się podpisują. Musimy mówić otwarcie, że oscypek to dla nas jakość, i o tę jakość chcielibyśmy walczyć. Dlatego też wiele spraw wokół oscypka należy uporządkować. To dotyczy zresztą również innych produktów regionalnych w Polsce, które też mają problemy z podróbkami.

Warto zauważyć, że we Włoszech w zeszłym roku po raz pierwszy przychody ze sprzedaży produktów regionalnych przekroczyły przychody ze sprzedaży samochodów! Kojarzymy przecież Włochów z Fiatem, Ferrari, tymczasem produkty regionalne, i to w czasach kryzysu, sprawiły, że dochody z ich sprzedaży były większe. To pokazuje, że żywność także w czasach kryzysu jest bardzo strategicznym elementem, a promocja marki oscypka gwarantuje tym samym bezpieczeństwo lokalnym producentom.

To, o co trzeba zadbać, to również dostępność produktów regionalnych. Po oscypka trzeba przecież przyjeżdżać do Małopolski – do powiatu tatrzańskiego, nowotarskiego, suskiego. Ewentualnie do powiatu żywieckiego w woj. śląskim. Sprzedaż musi jednak odpowiadać zapotrzebowaniu rynku. Teraz zaś, jak wcześniej pan senator słusznie zauważył, mamy taki paradoks, że oscypka jest za mało, by zapotrzebowanie rynku w pełni zaspokoić.

Dwuetapowa procedura rejestracyjna

Aby zarejestrować produkt, trzeba przejść przez etap krajowy i wspólnotowy. Na tym pierwszym składa się wniosek do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Wniosek o rejestrację nazwy na szczeblu krajowym powinien zawierać następujące elementy: specyfikację, a w niej skład grupy wnioskującej o rejestrację, sprecyzowaną zgodnie z ustawą nazwę, dokładny opis produktu oraz metodę produkcji, czasami również pakowania. We wniosku należy przedstawić powiązania zgłaszanego produktu z jedynym obszarem, opracować rys historyczny produktu i przedstawić metody kontroli.
Po zakończeniu rejestracji na szczeblu krajowym przystępuje się do procedury rejestracyjnej na szczeblu wspólnotowym. Wniosek zgłoszony przez dane państwo do Komisji Europejskiej jest gruntownie sprawdzany i oceniany. Po spełnieniu wszystkich wymogów i pozytywnym zaopiniowaniu Komisja podejmuje decyzję o opublikowaniu streszczenia specyfikacji w dzienniku Urzędowym Wspólnot Europejskich.

Krzysztof Tenerowicz:

W jaki sposób samorząd wojewódzki, w tym przypadku urząd marszałkowski, realizuje politykę promocji produktów regionalnych?

Magdalena Gdowska:

Samorząd województwa od 10 lat organizuje największe w kraju wydarzenie, tj. Małopolski Festiwal Smaku, który ma na celu promocję kulinarnego dziedzictwa regionu, w tym oczywiście produktów regionalnych i tradycyjnych. Kiedy zaczynaliśmy w 2005 r., odbyły się tylko dwa półfinały, w Tarnowie i w Zakopanem. Obecnie jesteśmy już w siedmiu miastach Małopolski: Wieliczce, Wadowicach, Oświęcimiu, Tarnowie, Miechowie, Nowym Targu i w Starym Sączu. Zaczynamy w czerwcu, a kończymy w lipcu półfinałami. W sierpniu natomiast na placu Wolnica w Krakowie odbywa się dwudniowy finał z udziałem laureatów konkursu z tych półfinałów. Wcześniej, przez dwa czy trzy lata, byliśmy z półfinałem także w Zakopanem, ale niestety ta impreza ginęła pośród wielu innych kulinarnych inicjatyw.

Na każdym z półfinałów producenci mogą od nas otrzymać nieodpłatnie stoisko wystawiennicze, jak również możliwość sprzedawania swoich produktów. Jeżeli wielki finał w Krakowie odwiedza, powiedzmy, 50 000 ludzi w ciągu dwóch dni, to jest to wymierny efekt dla producentów. Oni czasem podchodzą do mnie i mówią: „Proszę pani, sprzedaliśmy TIR-a produktów”. To jest dobry przykład na to, jak duże jest zapotrzebowanie na te produkty.

Ze względu na rosnące zapotrzebowanie postanowiliśmy szukać partnera strategicznego, który po pierwsze brałby udział w festiwalu, a po drugie pomógłby nam wprowadzić produkty regionalne do całorocznej sieci sprzedaży. Tym partnerem zostały delikatesy Alma, które dały nam przepustkę do 45 sklepów na terenie całej Polski. Stworzyliśmy specjalny system identyfikacji wizualnej, który można zobaczyć w każdym ze sklepów Almy.

Krzysztof Tenerowicz:

Czy w przypadku produktów regionalnych droga dystrybucji skraca się, jeżeli chodzi o duże sieci, takie jak Alma? Czy takie podmioty przychylniej patrzą na produkty regionalne?

Magdalena Gdowska:

Oczywiście! Sklepy inaczej patrzą na te produkty, ponieważ wzrasta świadomość konsumentów. Stajemy się coraz bardziej świadomi – sprawdzamy, co jemy, chcemy jeść zdrowo. Dlatego popyt na te produkty będzie coraz większy. Potwierdzają to wyniki sprzedaży – produkty regionalne sprzedają się rewelacyjnie. Inna rzecz, że produkty te nie muszą być dostępne przez cały czas. W przypadku np. karpia zatorskiego realizacja zamówienia może trwać nawet 2–3 dni, a to tworzy z niego wręcz produkt ekskluzywny.

Dorota Niedziela:

Produkty tradycyjne, lokalne są w tej chwili w centrum zainteresowania europejskiego. Skończył się okres masowych produkcji, gdy kupowaliśmy tylko u znanych, wielkich marek. Następuje obecnie powrót do tego, żeby żywność była znana miejscowo, łańcuch produkcji – krótki, a parówka była parówką, nie zaś półproduktem, który nie wiadomo skąd pochodzi i z czego jest zrobiony. Wszystkie duże sieci idą w tym kierunku, zgłaszają się do lokalnych grup i producentów, by tworzyć stoiska w sklepach dla produktów miejscowych, regionalnych, chronionych. Taki trend zauważalny jest obecnie w większości państw europejskich.

Krzysztof Tenerowicz:

I często przy gospodarstwach.

Dorota Niedziela:

Tak, choć to jest odrębna sprawa. Niebawem, dzięki zmianom w rozporządzeniach krajowych, będziemy mogli swobodnie kupować bezpośrednio u producentów.

Ja mówię jednak o wejściu lokalnej, miejscowej żywności do dużych sieci. Różnica polega na tym, że to nie jest sprzedaż przez sieć, tylko sieć tworzy miejsce dla producenta, który sam sprzedaje swoje produkty. To stanowi niebywałą wygodę dla konsumentów, którzy nie muszą szukać tych produktów po gospodarstwach.

To jest nowe spojrzenie europejskie – kładzenie nacisku nie tylko na wielkoobszarowe rolnictwo, które produkuje duże ilości, lecz także na mniejsze, bardzo wysokiej jakości. Oczywiście, te produkty są droższe, ale jest coraz więcej osób, które są skłonne płacić za jakość i szukają tych produktów. Świadomość jakości produktów regionalnych cały czas się zwiększa.

Dorota Niedziela, poseł na Sejm RP (z prawej) oraz Magdalena Gdowska, główny specjalista w Zespole ds. Kampanii Promocyjnych Regionu (UMWM)

Dorota Niedziela, poseł na Sejm RP (z prawej), Magdalena Gdowska, główny specjalista w Zespole ds. Kampanii Promocyjnych Regionu (UMWM) oraz Jagna Marczułajtis-Walczak

Krzysztof Tenerowicz:

Co oprócz oscypka może stać się kolejnym przebojem rynkowym, towarem eksportowym?

Jagna Marczułajtis-Walczak:

Myślę, że jest jeszcze lepszy produkt, o którym wszyscy wiemy i który możemy swobodnie kupić w sklepach. To są soki Tymbarku, które też pochodzą z Małopolski i są lokalnie produkowane. Śliwowica łącka nie jest tak powszechnie dostępna i nie wszystkim się ją poleca, ale to też produkt, który jest bardzo znany, nie tylko w Małopolsce. Jeszcze obwarzanek krakowski jest chyba równie popularny jak oscypek.

Nie należy też zapominać o walorach zdrowotnych produktów wytwarzanych lokalnie. Obecnie, zwłaszcza w wielkich miastach, można zaobserwować modę na zdrową żywność, na powrót do ekologicznych produktów, pozbawionych chemii czy dodatkowego nawożenia. Jeżeli chcemy się zdrowo odżywiać, czerpać siłę z tych produktów, które są zdrowe, to powinniśmy dokonywać świadomych wyborów w trakcie zakupów. Sam oscypek jako ser może zastąpić zwykły ser żółty, który po dwóch dniach staje się suchy i nie nadaje się do jedzenia. Oscypek może leżeć długo i jak wino staje się tym lepszy, im jest starszy.

Myślę więc, że wszystko zmienia się na dobre, bo czekają nas też zmiany w przepisach dotyczących sprzedaży bezpośredniej, o czym wcześniej już wspomniano. Pani poseł Niedziela, która prowadzi komisję w sejmie, pracuje intensywnie nad odpowiednimi zmianami w prawie. Sprawią one, że osoba, która ma kozy czy krowy, będzie mogła sprzedawać ser czy dżemy z własnych jabłek.

Krzysztof Tenerowicz:

Odnoszę wrażenie, że jednym z problemów jest cały czas dostępność produktów regionalnych. Co jeszcze możemy zrobić, by zwiększyć ich dostępność?

Kazimierz Furczoń:

Z pewnością powinny powstać sklepiki z ekologiczną, zdrową żywnością. Wszystkie produkty z naszego regionu – cztery z Podhala i jedenaście z Małopolski – powinny się znaleźć w takim sklepie. W każdym mieście czy gminie powinien działać przynajmniej jeden sklep, tak by także konsument, a nie tylko turysta, miał dostęp do produktu. Żeby jednak dostarczyć do sklepu np. jagnięcinę, musi to odbywać się legalnie, co wpływa na koszty. Z tego powodu produkty te na pewno można kupić taniej w Nowym Targu czy na Krupówkach w Zakopanem niż w sklepie. Nie znaczy to jednak, że takie sklepy nie powinny powstać. One na pewno zwiększyłyby dostępność produktów lokalnych.

Dorota Niedziela:

Myślę, że problem z dostępnością ma także podłoże ideologiczne: albo chcemy mieć zdrową żywność w bardzo krótkim łańcuchu, czyli producent – konsument, albo decydujemy się na pośrednika w sprzedaży. Pewnym wyjściem z sytuacji jest model francuski, który zakłada, że mali producenci, czyli bacowie i producenci jagnięciny, tworzą lokalne grupy i zakładają własny sklepik, a dyżur w nim kolejno ma każdy z producentów. W takim modelu sprzedaży producent odpowiada za produkt, ale nie musi go sprzedawać u siebie w gospodarstwie, tylko w ogólnodostępnym sklepiku. Dzięki temu konsument ma pewność, że ziemniaki pochodzą od konkretnego rolnika, znanego z imienia i nazwiska. We Francji dostępne są nawet zdjęcia tych rolników.

Takie rozwiązanie jest formą pośrednią, która pozwala zachować tradycyjność regionalną i skrócić łańcuch dostawy. Aby takie działania przyjęły się jednak na większą skalę, potrzebna jest współpraca gminy i samorządów z lokalnymi producentami.

Publiczność debaty, m.in.uczniowie Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Oswalda Balzera, Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących STO, Zespołu Szkół Hotelarsko Turystycznych oraz uczniowie trzeciej klasy Gimnazjum nr 1 im. Olgi i Andrzeja Małkowskich w Zakopanem. W spotkaniu uczestniczyli także słuchacze Podhalańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku

Publiczność debaty, m.in.uczniowie Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Oswalda Balzera, Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących STO, Zespołu Szkół Hotelarsko Turystycznych oraz uczniowie trzeciej klasy Gimnazjum nr 1 im. Olgi i Andrzeja Małkowskich w Zakopanem. W spotkaniu uczestniczyli także słuchacze Podhalańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Pytanie z sali: A może lepiej wzorować się na Czechach i Słowakach, gdzie jest dopuszczalna sprzedaż bezpośrednia z gospodarstwa, gdzie można zjeść gęsinę, kupić wino? To jest też pewnego rodzaju promocja turystyki.

Dorota Niedziela:

Muszę wytłumaczyć, co to jest sprzedaż bezpośrednia. To nie jest kwestia bezpośredniego kontaktu. Sprzedaż bezpośrednia jest terminem bardzo ściśle uregulowanym zarówno w aktach prawnych unijnych, jak i w naszych krajowych rozporządzeniach. Sprzedaż bezpośrednia polega na tym, że rolnik, który prowadzi działalność rolniczą, ma prawo sprzedać wszystkie swoje produkty wywodzące się z ziemi bez podatku i bez ich zgłaszania. Każdy kraj UE musi jednak sam określić, które produkty wchodzą w zakres sprzedaży bezpośredniej.

Do tej pory w naszych uregulowaniach panował pewien chaos – można np. sprzedać kapustę, także kiszoną, ale pokrojoną – już nie. Takich kwiatków w przepisach jest sporo. Nasze dwuletnie prace spowodowały, że w świetle przepisów rozporządzenia, które obecnie konsultujemy, lokalny producent będzie mógł sprzedać mleko, śmietanę, a co więcej – będzie mógł nawet zrobić z tego masło i twaróg w określonej ilości bez prowadzenia działalności gospodarczej, sklepu itd.

Inaczej rzecz się ma natomiast z produktami regionalnymi. Jeśli chcemy produkować oscypki czy inne certyfikowane produkty, musimy prowadzić działalność gospodarczą. Podlegamy wówczas wszystkim normom, ponieważ żywność musi być bezpieczna i spełniać odpowiednie standardy, o których wcześniej mówiliśmy.

Prezentacja Zakopane 20.05.2014

Audycja „Dobre, bo (mało)polskie. Jakie korzyści odnoszą Polacy i Małopolanie z rejestrowania rolnych produktów regionalnych i tradycyjnych przez Komisję Europejską?”

Pobierz